niedziela, 27 sierpnia 2017

Wilczy Szaniec - oko w oko z Hitlerem.

W samym centrum Mazur znajduje się miejsce, będące jedną z głównych kwater największego zbrodniarza świata. Miejsce otoczone lasem i bagnami, w którym nad mapami i planami inwazji pochylali się wielcy dowódcy Europy. To właśnie tutaj ze swoją świtą pracował Wódz Trzeciej Rzeszy, wdrażając w życie co raz to nowe pomysły na "ulepszenie" świata. Wilczy Szaniec - betonowa kryjówka Adolfa Hitlera.

Wilczy Szaniec zwiedzanie

Wilczy Szaniec- kwatera główna Hitlera

Wolfschanze - Wilczy Szaniec - Wolf's Lair... każdy o tym miejscu słyszał, nie każdy był. A szkoda, bo to całkiem niezła lekcja historii. I to na żywo! Według statystyk rocznie przyjeżdża tutaj ponad 200 tysięcy turystów, z czego 40% z nich to goście z całego świata (z przewagą naszych zachodnich sąsiadów).

Znajdujący się w Gierłoży kompleks obejmuje 200 budynków składających się w prężnie działające, otoczone lasem i bagnami miasteczko. Z własnym lotniskiem i stacją kolejową. Odrębna elektrownia, system wodociągowy i ciepłowniczy sprawiały, że bunkry były samowystarczalnym kompleksem mającym za zadanie chronić najważniejszą osobę Trzeciej Rzeszy.
Czy wiesz, że nazwa Wilczy Szaniec związana jest z używanym przez Adolfa Hitlera pseudonimem "Pan Wilk".
Hitler przybył do kwatery w Wilczym Szańcu w 1941 roku i zamieszkiwał tam z przerwami przez kolejne 3 lata. W roku 1944, gdy Armia Czerwona dotarła do granic Prus Wschodnich, kwaterę przeniesiono w okolice Berlina, a cały kompleks zaminowano i wysadzono w powietrze. Jednak wiele budynków przetrwało, stanowiąc obecnie jedną z najpopularniejszych atrakcji Mazur. Jedne są w lepszym, inne w gorszym stanie. Co prawda, na każdej budowli jest informacja zakazująca wstępu do wnętrza schronu, jednak nikt zakazu nie przestrzega. Co więcej, do wchodzenia do środka bunkrów i robienia zdjęć ochoczo zachęcają nawet lokalni przewodnicy. Domyślam się, że jeszcze nigdy nikogo tu nie przygniotło. Stąd ta swawola ;)

Wilczy Szaniec - zwiedzanie

co zwiedzić na Mazurach

Główne bunkry to betonowe, zbudowane na planie kwadratu budowle mocno osadzone pod ziemią. W przeszłości posiadały kilka niezależnych wejść i profesjonalny system klimatyzacyjny. Na dachach sadzano sztuczne drzewa i okrywano siatką maskującą, aby jak najbardziej utrudnić zlokalizowanie obiektów z powietrza. Otaczające siedzibę bagna oraz liczne mazurskie jeziora sprawiały, że forteca była praktycznie nie do wytropienia i nie do zdobycia. W czasie urzędowania Hitlera w Wilczym Szańcu, system ochrony zawiódł tylko raz...

20 lipca 1944 r.

Wilczy Szaniec znany jest nie tylko z tego, że był centrum dowodzenia Wodza Rzeszy, ale także jako miejsce słynnego, nieudanego zamachu na życie Hitlera. Jego wykonawcą był niemiecki oficer pułkownik Claus Stauffenberg, który jeszcze tego samego dnia został pojmany i rozstrzelany. Ów oficer podłożył pod stół, przy którym odbywała się narada dowódców Wehrmachtu ładunek wybuchowy. Niestety zdążył uzbroić jedynie jeden z zapalników, przez co bomba jedynie raniła, a nie zabiła Fuhrera. Można powiedzieć, że miał naprawdę wiele szczęścia, albowiem specjaliści twierdzą, że gdyby obrady odbywały się w bunkrze betonowym, a nie w baraku, wszyscy zginęliby na miejscu.

Niewielu zdaje sobie sprawę, że to właśnie tam zostało podjętych wiele najważniejszych decyzji  w czasie trwania wojny. Między innymi padł rozkaz całkowitego zniszczenia Warszawy. Co więcej rozkaz został wydany wkrótce po nieudanym zamachu na życie Hitlera. Kto wie, jak potoczyłyby się losy świata, ilu ludzi pozostałoby przy życiu, gdyby Stauffenberg zdążył uzbroić drugi ładunek. Tego możemy się tylko domyślać...

kwatera główna Hitlera

wilczy szaniec cena


Obecnie Wilczy Szaniec to nie tylko kompleks bunkrów Hitlera, ale także świetnie prosperująca atrakcja turystyczna i oferta noclegowa. Na terenie znajduje się profesjonalny kemping wyposażony w prysznice oraz restauracja. Sądząc po obłożeniu, jest wielu zwolenników sypiania po sąsiedzku z Hitlerem.
Zwiedzając Wilczy Szaniec, masz do wyboru dwie ścieżki: krótszą żółtą i dłuższą czerwoną. Ja wybrałam oczywiście tą dłuższą, która oprowadziła mnie chyba po wszystkich obiektach na terenie. Niestety ogromnym minusem kompleksu jest bardzo mała ilość tablic informacyjnych. Co prawda, na niektórych bunkrach widnieje tabliczka komu służył, jednak brakowało mi opisów typowych dla muzealnych eksponatów. Tak naprawdę, aby dowiedzieć się czegokolwiek trzeba skorzystać z usług przewodnika. Zapewne to zabieg celowy, a może wynik sporu pomiędzy Lasami Państwowymi a prywatnym dzierżawcą, który przez lata nie wywiązywał się z należytego dbania o tą mazurską atrakcję. Obecnie Wilczy Szaniec całkowicie przeszedł w ręce państwowe i liczę na to, że wkrótce zyska nowe życie. Zresztą obietnice Nadleśnictwa brzmią naprawdę zachęcająco.

Informacje praktyczne:

- bilet wstępu kosztuje 15 zł + opłata za parking 5 zł od auta;
- pamiętaj, aby koniecznie skorzystać z usług przewodnika! Grupy zbierają się w okolicy głównej bramy wjazdowej. Możesz usłyszeć wiele ciekawych historii lub... zaoszczędzić całe 5 zeta. The choise is yours ;);
- czas, jaki musisz poświęcić na zwiedzanie to około 1,5 godziny;

I na koniec jeszcze dobra wiadomość dla wszystkich posiadaczy czworonogów: na teren Wilczego Szańca MOŻNA WEJŚĆ Z PSEM!!! :)

Jeśli zastanawiasz się co zwiedzić na Mazurach, Wilczy Szaniec jest świetnym pomysłem na fajną, edukacyjną wycieczkę. A Ty byłeś już w kwaterze Hitlera?
Czytaj więcej >

wtorek, 8 sierpnia 2017

Pustynia Błędowska - co, jak, gdzie?

Ostatni dzień pobytu na Jurze postanowiłam wykorzystać na odwiedzenie Pustyni Błędowskiej. Długo zastanawiam się, czy nie wykreślić jej z listy okolicznych atrakcji, albowiem naczytałam się wielu sprzecznych opinii. Jedni rozpływali się nad wyjątkowością miejsca, drudzy natomiast uznawali ją za mocno przereklamowaną. Nie zawierzając ani jednym, ani drugim pojechałam wyrobić sobie własne zdanie.

Pustynia Błędowska jak dojechać?


Słowem wstępu

Pustynia Błędowska to największy w Polsce obszar lotnych piasków zwany również "Polską Saharą". Teorii powstania pustyni jest wiele. Ta bardziej praktyczna mówi, że w wyniku nadmiernej eksploatacji wód gruntowych ich poziom opadł do tego stopnia, że nie mogły rozwijać się tam żadne rośliny. Do powiększenia piaszczystego terenu przyczyniła się również nadmierna, przemysłowa wycinka okolicznych lasów. Co prawda miało to miejsce wiele wieków temu, a część dawnej pustyni zdążyła już zarosnąć, jednak nie zmienia to faktu, że obecnie Pustynia Błędowska to teren około 33 km2.

Pies na Pustyni Błędowskiej
Inna z teorii ma charakter bardziej okultystyczny i mówi, że powstanie pustyni jest dziełem diabła, który chcąc zasypać znajdującą się niedaleko kopalnię srebra, przypadkowo upuścił worek z piaskiem, który rozsypał się tworząc pustynię.
Niezależnie od tego, z którą z nich jest Ci bardziej po drodze, to jedyne takie miejsce w Polsce, więc warto je odwiedzić. Tym bardziej, że atrakcją Pustyni Błędowskiej jest nie tylko piasek. Ale o tym niżej...

Jak zwiedzać Pustynię Błędowską?

Wyruszając na zwiedzanie wyczytałam, że najpopularniejszym punktem widokowym Pustyni Błędowskiej jest wzniesienie od strony miejscowości Chechło. Taki też namiar ustawiłam na nawigacji GPS wierząc, że będzie to traf w 10. Jak się okazało na miejscu, może to i dobry punkt widokowy do cyknięcia niezłej fotki, jednak obecnie to teren poligonu, więc wejście na piaski jest zabronione. Jedyną atrakcją jest samodzielny zjazd na niewielkiej tyrolce.

Pustynia Błędowska - punkt widokowy
Punkt widokowy od strony miejscowości Chechło
Nie popełniając mojego błędu, polecam pominąć ten etap i od razu udać się we właściwe miejsce, czyli do wsi Klucze. Tam, w okolicach głównego ronda, wypatruj drogowskazów prowadzących na wzniesienie Czubatka. Dojedziesz prosto na duży, darmowy parking (przynajmniej darmowy i PUSTY był w maju). Na górze znajdziesz kilka drewnianych wiat i kolejny punkt widokowy. Z tej perspektywy widać, jak duży obszar zajmuje obecnie Pustynia Błędowska. Gdy już napawałam się widokiem pustyni z góry, udaliśmy się prowadzącą w dół ścieżką. Tak naprawdę nie trzeba ściśle trzymać się jednego szlaku, albowiem każdy z nich prowadzi na pustynię. Wystarczy schodzić w dół. Mniej więcej w połowie drogi warto odbić lekko w prawo. Znajdziesz tam Staw Zielony - fajne i wyglądające na czyste jeziorko, w którym gdybym miała kostium, chętnie bym się wykąpała. Jednak takiego zaszczytu mógł doznać tylko nasz pies. No fajne miejsce, nie powiem :) Po usypanej nad wodą plaży domyślam się, że to popularne miejsce na weekendowe wypady okolicznych mieszkańców.

Wzgórze Czubatka
Wzgórze Czubatka

Pustynia Błędowska szlaki turystyczne

Czy pies umie pływać?
Dopłynę do tego patola! A co!
Wracamy na ścieżkę i udajemy się w dół w kierunku piasków. Już wkrótce naszym oczom ukazuje się Pustynia Błędowska. Upał niemiłosierny, pomimo że był początek maja. Z uwagi na temperaturę nie wyobrażam sobie zwiedzania tego miejsca latem. A na pewno nie jest to wówczas miejsce odpowiednie dla psa, gdyż piasek nagrzewa się do naprawdę wysokich temperatur. Wchodząc w głąb pustyni, można poczuć się jak na Saharze! Zresztą podobno jeszcze 100 lat temu występowały tu burze piaskowe oraz można było doświadczyć wrażenia fatamorgany. Szybka sesja fotograficzna, kilka rzutów patolem i rozpływając się od gorąca wracamy na górę. Największą radość miał chyba pies. Tyle piasku jeszcze nigdy na oczy nie widziała, a kopiąc dołek za dołkiem kolor biały szybko zmieniła na brudno szary :) Ale czego się nie robi dla szczęścia pupila!

Pies na Pustyni Błędowskiej

Gdybyśmy dysponowali większą ilością czasu, na pewno odwiedzilibyśmy jeszcze Zamek Ogrodzieniec. To bardzo popularna warownia znajdująca się słynnym Szlaku Orlich Gniazd. Niestety nie tym razem. Ale na pewno jeszcze tam wrócimy.

Pustynia Błędowska to atrakcyjne miejsce na piesze wycieczki. Należy jednak pamiętać, że znaczna część trasy prowadzi środkiem pustyni, co szczególnie latem może bardzo mocno doskwierać. A Ty odwiedziłeś już Polską Saharę?
Czytaj więcej >

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ojcowski Park Narodowy - pomysł na pieszą wycieczkę

Ojcowski Park Narodowy jest najmniejszym parkiem narodowym w Polsce. W tym przypadku powiedzenie "Małe jest piękne!" potwierdza się w 100%. Jako obszar całkowicie psiolubny, zajmuje szczególne miejsce na naszej podróżniczej liście, albowiem stanowił pierwszy punkt wspólnych wakacji ze zwariowanym psiakiem, a także zapoczątkował moją miłość do Jury Krakowsko-Częstochowskiej.


Ojcowski Park Narodowy z psem


To mój pierwszy dzień na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zgodnie z planem podróży, będzie lajtowo. Tak na rozgrzewkę. Na szlak nam się nie spieszy, więc wyruszamy dopiero po 10. Jeszcze nieco skołowani, pytamy naszej gospodyni którędy na szlak. Odpowiada "Za wycieczką!" :) I faktycznie dołem dzielnie maszeruje szkolna wycieczka. Podążamy ich tropem, jednak szybko nasze drogi się rozchodzą, gdyż zamiast asfaltówki wybieramy leśne dukty. Zanim wejdziemy w las, jeszcze wspinamy się punkt widokowy Ojcowa - Skałę Jonaszówkę. Stamtąd rozpościera się przepiękny widok na całe miasteczko położone w samym sercu malowniczego wąwozu. Zresztą oceńcie sami...

Ojców punkt widokowy

Grota Łokietka w Ojcowie

Schodzimy na dół i ruszamy czarnym szlakiem w stronę Groty Łokietka. Trochę niepewnie, albowiem niebo zasnuwają co raz ciemniejsze chmury, a w oddali słychać nieśmiałe pomruki. Jak wiadomo, przebywanie w lesie podczas burzy nie jest najrozsądniejszym pomysłem. Do Groty Łokietka mamy jedynie 1,5 kilometra. Myślę sobie, zdążymy :) Niestety już w połowie drogi dopada nas potężna ulewa. Na szczęście drzewa dają dużą osłonę i ratują przed totalnym przemoknięciem. Burza przechodzi bokiem. Po chwili deszcz ustaje i wychodzi piękne słońce. Do Groty Łokietka docieramy przemoczeni. Nie pomógł mi nawet płaszcz przeciwdeszczowy. Przed nami kolejka dzieciaków. Nie chce nam się czekać, więc idziemy dalej. Zresztą i tak musielibyśmy wchodzić pojedynczo, bo z psem wstęp wzbroniony.

Według legendy w grocie, przed wojskami Wacława II, ukrywał się Władysław Łokietek. Przed zdradzeniem kryjówki miał go uratować pająk, który w wejściu do jaskini uwił sieć, stwarzając pozory niezamieszkałej. Nie wiem ile w tym prawdy, ale na pamiątkę tego wydarzenia furtkę wykuto w formie pajęczyny.

Grota Łokietka w Ojcowie
Hej ho! Hej ho! Na wycieczkę by się szło!

Grota Łokietka w Ojcowie
Wejście do Groty Łokietka

U wrót Bramy Krakowskiej

Od Groty Łokietka cofamy się kawałek, do rozwidlenia szlaków, i obieramy niebieską ścieżkę kierując się z powrotem w stronę Ojcowa. To tędy maszerują wszystkie szkolne wycieczki. Nie dziwota! Tu jest po prostu pięknie! Zresztą jak się potem dowiadujemy, miejsce nazywa się wdzięcznie Wąwozem Ciasne Skałki :) Po kolejnym kilometrze i kolejnym załamaniu pogody, naszym oczom ukazuje się jedno z bardziej charakterystycznych miejsc Ojcowskiego Parku Narodowego - Brama Krakowska. To dwie skały tworzące w naturalny sposób wąski prześwit w kształcie bramy. Większość turystów zwiedzających te rejony Jury właśnie tutaj robi sobie pamiątkowe zdjęcia. Kręcimy się jeszcze trochę po okolicy korzystając z faktu, że się wypogodziło.


Wąwóz Ciasne Skałki


Brama Krakowska
Brama Krakowska
Obie z atrakcji Ojcowa załatwiamy w godzinę, więc do wieczora mamy jeszcze bardzo dużo czasu. Wracać na kwaterę nie ma sensu, więc przechodzimy na drugą stronę ulicy i ruszamy przed siebie - tym razem obieramy prowadzący do Jaskini Ciemnej szlak zielony. Trzeba przyznać, że to bardzo ciekawa i urozmaicona trasa. Dużo punktów widokowych, dużo wspinania po kamiennych schodach i dużo zakrętasów. Naprawdę jest co podziwiać, a miejsc do cyknięcia malowniczych fotek bez liku.

Atrakcje Ojcowa

Jest i rękawica!

punkty widokowe OjcowaJaskinię Ciemną i znudzonego strażnika mijamy. Nie mamy ochoty na zwiedzanie zimnych i mokrych przestrzeni. W okolicy brak żywej duszy. Docieramy do rozwidlenia i obieramy tym razem czerwony szlak rowerowy, który prowadzi przez wieś Smardzowice. Jak się okazuje, to szlak rowerowy, wiec wiedzie przede wszystkim przez wioski i pola. Nic ciekawego, ale zawsze to jakaś aktywność na świeżym powietrzu. W okolicach obiadu docieramy z powrotem do Ojcowa.

I jak Ci się podobają widoki Ojcowa?Jedziesz, czy odpuszczasz? ;)
Czytaj więcej >

sobota, 8 lipca 2017

Na Szlaku Orlich Gniazd - z Ojcowa na Zamek Pieskowa Skała

Szlak Orlich Gniazd chciałam przejść odkąd tylko się o nim dowiedziałam. Dla wielkiego fana długich spacerów i starych zameczków, wizja spędzenia w trasie ponad 100 km na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej brzmi niezwykle zachęcająco. Jednak jeszcze nie tym razem. Póki co musiałam zadowolić się jedynie krótkim fragmentem prowadzącym z Ojcowa do Zamku w Pieskowej Skale.

Jura z psem

Z Ojcowa na Zamek w Pieskowej Skale

Z Ojcowa wyruszyliśmy tuż po śniadaniu. Droga do Pieskowej Skały i z powrotem, z przerwami na odpoczynek, uzupełnienie kalorii, fotki czy obiad, zajmuje w zasadzie cały dzień. We wszechwiedzących internetach wyczytałam przed wyjazdem, że do Pieskowej Skały najlepiej udać się przez Dolinę Sąspowską. Co prawda nie jest to słynny Szlak Orlich Gniazd, ale podobno równie malowniczo. Zawierzając tym, którzy byli i widzieli obraliśmy zatem żółty szlak i powędrowaliśmy. Trzeba przyznać, że faktycznie to był strzał w 10! Przecudne widoki! Dużą atrakcją jest płynący wzdłuż doliny strumień z krystalicznie czystą wodą (podobno I klasa czystości). Oprócz walorów krajobrazowych, był ukojeniem dla naszego psiaka, albowiem mógł zażyć nieco ochłody i bez krępacji potaplać się w wodzie. A jak strumień, to i bobry. Liczne ślady obecności wskazują, że jest ich tam naprawdę wiele.

Bobry w Dolinie Prądnika
Bobry, bobry...gdzie te bobry?

Strumień Sąspowski


Wędrowaliśmy przez lasy, pola, rzeki i małe miasteczka. Nim się zorientowaliśmy, a dotarliśmy do Sąspowa. Tam, naprzeciwko budynku szkolnego, w małych drewnianych altankach, zrobiliśmy sobie krótką przerwę i wrzuciliśmy na ząb kilka przekąsek. Swoją porcję smakołyków dostała też psina, która, pomimo swoich krótkich łapek i młodego wieku, wcale nie wyglądała na zmęczoną. Naładowaliśmy baterie i ruszyliśmy w dalszą drogę. W Sąspowie, kontynuacja szlaku znajduję się tuż za owymi drewnianymi altankami. Jednak zanim tam się udacie przejdźcie kawałek dalej. Za zakrętem jest sklep spożywczy. W sam raz na uzupełnienie zapasów. My prowiant mieliśmy, więc zadowoliliśmy się pysznymi lodami. Lody na szlaku - to jest to! :)

Czy wiecie, że w strumieniu Sąspowskim żyje stworzonko o wdzięcznej nazwie wypławek alpejski, który przetrwał od czasu zlodowacenia, aż po dziś dzień?!

 

Zamek w Pieskowej Skale

Trzeba przyznać, że żółty szlak jest bardzo malowniczy i zróżnicowany. Gdy wchodzimy na pola, pies ma szansę się wybiegać i powściekać wśród dzikich traw. Pomimo że jest maj, upał daje się we znaki. Na szczęście do zamku już niedaleko. Jeszcze parę kilometrów i jesteśmy na miejscu. A oto i on - Zamek w Pieskowej Skale. Dumnie wznosi się na wyżynie, a tuż obok jedna z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych skał na terenie Jury - Maczuga Herkulesa.

Maczuga Herkulesa

Zamek w Pieskowej Skale

Zamek Pieskowa Skała - jak dotrzeć?

Atrakcje w Pieskowej Skale

Na teren Zamku z psem wchodzić nie wolno, wiec pozostaje nam jedynie pokręcić się wokół niego i powoli ruszyć w drogę powrotną. Poza tym teren zielony pod Zamkiem to doskonałe miejsce na odpoczynek i mały piknik na łonie natury. Tak też czynimy, jednak pies tym razem bardziej zainteresowany jest rozgryzaniem na wiór okolicznych patyków :)

E tam Maczuga! Pogryzę sobie patola ;)


A jeśli już jesteśmy w temacie psów...W drodze na Zamek zastanawiałam się skąd pochodzi nazwa "Pieskowa Skała" i czy faktycznie ma coś wspólnego z psem. Jak się okazało (historia podsłuchana od przewodnika szkolnej wycieczki :) BRAWO JA!) istnieje legenda, która głosi, że dawno, dawno temu żyła sobie Dorotka, którą zmuszono do ślubu z panem Zamku. Niestety panna nie odwzajemniała uczuć szlachcica i z zamku uciekła. Uciekła za prawdziwą miłością. Niestety kochankom nie dane było żyć długo i szczęśliwie, albowiem szybko zostali złapani i srogo ukarani. Dorotka trafiła do wysokiej wieży, w której miała umrzeć śmiercią głodową. Według legendy, z pomocą uwiezionej dziewczynie przyszedł jej wierny pies, który skacząc po skałach przynosił swojej pani resztki jedzenia.

Z powrotem do Ojcowa ruszamy trochę naokoło, bo szlakiem czarnym. Tam też, zaraz po zejściu z góry trafiamy na małą knajpkę, gdzie zjadamy pyszny obiad. Ja oczywiście, jako wielbicielka regionalnej kuchni, zamawiam smażonego ojcowskiego pstrąga (w poprzednim poście wspominałam, że mają tu stawy hodowlane). A że rybka lubi pływać na stół wjeżdża również moje ulubione Książęce Ciemne. Pycha! W barze dowiadujemy się też, że do Ojcowa najlepiej wrócić szlakiem czerwonym przez Dolinę Zachwytu. Co więcej, to właśnie tą trasą biegnie Szlak Orlich Gniazd. Brzmi zachęcająco. Kierujemy się zatem szlakiem czarnym w poszukiwaniu czerwonych drogowskazów. W pewnym momencie obydwa szlaki łączą się ze sobą, aby następnie się rozdzielić i pójść każdy swoją drogą. I tutaj coś poknociliśmy. Myślałam, że na tak prostym szlaku zgubić się da. A jednak. W efekcie, zamiast wejść na czerwony szlak poszliśmy dalej czarnym. I to był błąd! Szlak ten prowadził albo przez puste pola, albo asfaltową drogą. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Droga była na tyle monotonna, że dopiero przy pisaniu tego posta zorientowałam się, że nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Do tego palące słońce i fakt, że ominęliśmy Dolinę Zachwytu i Szlak Orlich Gniazd skutecznie zdjęły nam uśmiechy z twarzy. Dlatego pilnujcie szlaków i odbijcie w odpowiednim momencie.

Gdy dotarliśmy do Ojcowa, wspieliśmy się jeszcze po schodach prowadzących do Zamku i wróciliśmy na kwaterę. To był naprawdę fajny dzień :)

Do zobaczenia na szlaku!
Czytaj więcej >

środa, 14 czerwca 2017

Wakacje z psem: Ojcowski Park Narodowy.

Przyszła wiosna, a wraz z nią obudziła się we mnie chęć odwiedzenia nowych regionów naszego kraju. Do  ruszenia tyłka z domu zdopingowała mnie nie tylko potrzeba naładowania akumulatorów po zimie, ale przede wszystkim nasz nowy, czworonożny członek rodziny - suczka rasy Jack Russell Terrier. Trzeba przyznać, że ta mała włochata pociecha wywróciła nasze stosunkowo poukładane życie do góry nogami, ale wniosła także mnóstwo radości i niczym nie wymuszonej psiej miłości. Aby przekonać się, czy podróżowanie z psem jest trudne, postanowiliśmy wybrać się do Ojcowskiego Parku Narodowego. 

Ojców z psem


Nie licząc grudniowego, weekendowego pobytu we Wrocławiu, wakacje na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej były moim pierwszym prawdziwym urlopem z psem. Dlaczego akurat Jura? Z prostego powodu! Ojcowski Park Narodowy jest bardzo psiolubny i wszędzie można spacerować ze swoim czworonożnym przyjacielem. Biorąc pod uwagę, że to były nasze pierwsze wakacje we troje, chciałam czuć się komfortowo i nie martwić się, czy zezwolą mi na wejście z psem. Ojcowski Park Narodowy pod tym względem, i nie tylko zresztą, jest dla psiarzy miejscem wręcz idealnym.

Gdzie się zatrzymaliśmy?

Na punkt startowy naszych codziennych wycieczek wybraliśmy Ojców. Podejrzewam, że kojarzysz to miejsce, drogi Czytelniku, ze szkolnymi wycieczkami z czasów podstawówki. To przepięknie położona miejscowość i mam wrażenie całkowicie żyjąca z turystów. Każdy dom pełni tutaj funkcję pensjonatu agroturystycznego, więc z noclegiem zapewne nie ma problemu. Nawet w sezonie. W wiosce znajduje się dodatkowo jeden sklep z zaporowymi cenami (w tym miejscu polecam zakupy w "Biedronce" w miejscowości Skała) oraz kilka barów, w których królem menu jest przepyszny ojcowski pstrąg (zawsze świeży, ponieważ w miasteczku znajdują się stawy hodowlane). Koniecznie musisz go spróbować! Z Ojcowa wychodzą również praktycznie wszystkie szlaki turystyczne Ojcowskiego Parku Narodowego. Dzięki temu uniknęliśmy niepotrzebnego zamieszania związanego z szukaniem parkingu pod szlakiem, a zaparkowany przy pensjonacie samochód mógł w chłodzie odpoczywać przez cały nasz urlop. Mówiąc krótko: Ojców to idealne miejsce na nocleg!


 

Wycieczka do Ojcowa

Ojcowski Park Narodowy jest najmniejszym parkiem narodowym w Polsce i skupia się wokół ochrony flory i fauny w Dolinie Prądnika. Trasy turystyczne nie są bardzo wymagające i znakomicie nadają się nie tylko dla osób lubiących długie spacery, ale także dla rodzin z małymi dziećmi. Tak naprawdę zwiedzanie Ojcowskiego Parku Narodowego to zwykły spacer, tyle że trochę dłuższy i w pięknych okolicznościach przyrody.

Czy wiecie, że Dolina Prądnika była niegdyś nazywana "Polską Szwajcarią? 

Zainteresowany? Jeśli tak, to łap nasz plan urlopowania i kilka przykładów, jak zorganizować wakacje na Jurze z psem.

Dzień 1

Do Ojcowa dojechaliśmy dość późno, więc krótki wypad na pobliski szlak musieliśmy odłożyć na następny dzień. Po zakwaterowaniu zrobiłam szybki rekonesans okolicy. Jak się okazało, spacer wokół Ojcowa zajął mi... całe 20 minut :) W związku z powyższym, nie pozostało nam nic innego, jak udać się na pyszny żurek do Restauracji Pod Nietoperzem i wrócić do pokoju.

Dzień 2

Na pierwszy ogień poszła najczęściej oblegana i najpopularniejsza wśród wycieczek szkolnych trasa Ojców-Grota Łokietka-Brama Krakowska-Ojców. Szlak trzeba przyznać niezwykle malowniczy, jednak to jedynie 4 km spaceru, więc trasę nieco rozbudowaliśmy o kolejne odnogi szlaku. Dzięki temu wyprawa przedłużyła się o dobre kilka godzin.


 

Dzień 3

Kolejny dzień to wizyta na Zamku w Pieskowej Skale, będącego jednym z obiektów na Szlaku Orlich Gniazd. Co prawda wejście do samego zamku z psem jest niestety zabronione, ale ta licząca ponad 20 km trasa Ojców-Dolina Sąspowska-Pieskowa Skała-Maczuga Herkulesa-Ojców jest świetnym pomysłem na aktywnie spędzony dzień.


 

Dzień 4

Wizyta w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Ten "największy cmentarz świata" miałam okazję odwiedzić po raz drugi i kolejny raz nie mogłam uwierzyć, jak coś tak potwornego mogło kiedykolwiek się wydarzyć. Wszelkie opisy obozu uważam za zbędne. Każdy z nas powinien chociaż raz w życiu wybrać się tam i dokonać własnej oceny.
Z informacji praktycznych mogę jedynie zasugerować wcześniejszą rezerwację biletu (koniecznie z przewodnikiem!) na stronie internetowej. Zwiedzanie terenu obozu na własną rękę jest oczywiście możliwe, jednak przewodnik przekazuje wiele naprawdę cennych informacji. Do Oświęcimia z Ojcowa jest około 60 km. Pies tego dnia został na kwaterze, gdzie w otoczeniu ulubionych gryzaków smacznie przespał kilka godzin naszej nieobecności.


 

Dzień 5

W ostatni dzień wakacji w Ojcowskim Parku Narodowym zapragnęłam odetchnąć dziką Afryką i pojechaliśmy na Pustynię Błędowską, a także odwiedziliśmy znajomych w Krakowie. Późnym wieczorem wyruszyliśmy w powrotną podróż do Warszawy.

Nie wiem jak sytuacja wygląda w sezonie, ale w maju Ojcowski Park Narodowy nie był zbytnio oblegany. Nie licząc szkolnych wycieczek, które dzięki Bogu swoje marsze kończyły na Grocie Łokietka nie spotkaliśmy zbyt wielu turystów. Na szlakach przez wiele kilometrów nie widzieliśmy żadnej żywej, człowieczej duszy. Mnie osobiście bardzo odpowiada taki stan rzeczy, albowiem żyjąc na co dzień w dużym mieście uwielbiam uciekać w dzicz.

Czy z psem, czy bez, Ojcowski Park Narodowy jest świetnym miejscem na wypoczynek! Jeśli masz jakieś pytania lub wspomnienia, pisz śmiało! :)
Czytaj więcej >

sobota, 11 marca 2017

Kamienne miasto Gjirokastra

Dawno, dawno temu w mieście o wdzięcznej nazwie Gjirokastra urodził się Enver Hodża. Niestety okazał się potem niezłym świrem i tyranem. Miasto, pomimo niechlubnej historii związanej z wypuszczeniem w świat dyktatora, jest niezwykle uroczym i pełnym wdzięku miejscem. Nazywane również "Miastem Srebrnych Dachów" było moim kolejnym przystankiem podczas tygodniowych wakacji w Albanii.

Gjirokastra zwiedzanie

Kim był Enver Hodża?

Historia Albanii wiąże się z nierozerwalnie z postacią Envera Hodży. Za jego rządów w kraju nastąpił gwałtowny wzrost gospodarczy oraz postęp technologiczny. Wyprowadził ludzi z analfabetyzmu, a także doprowadził do wzrostu poziomu życia. Niestety, pomimo tak wielu zasług, jego osoba nie kojarzy się specjalnie pozytywnie, albowiem stał się przyczynkiem do odizolowania Albanii od reszty świata. Jego chory fanatyzm objawiający się obsesją najazdu przez obce państwa skutkował zamknięciem granic i całkowitym odcięciem się Albanii. To właśnie jego pomysłem była budowa setek tysięcy betonowych bunkrów, których pozostałości możesz podziwiać po dziś dzień. Do najazdu na kraj oczywiście nigdy nie doszło, jednak bunkry pozostały i, jak głoszą lokalne opowieści, przyczyniły się do znacznego wzrostu albańskiej populacji ;)
Enver Hodża, jako propagator komunizmu, surowo potępiał przejawy jakiegokolwiek życia religijnego. Wraz z hasłem "socjalizm buduje się znojem,  nie modlitwami" nakazał wyburzenie wszystkich kościołów lub przerobienie ich w świeckie budowle. Obecnie mówi się, że religią Albańczyków jest "albańskość". Zapewne jest to wynikiem wieloletniej obojętności religijnej.

Na szczęście czasy dyktatury w Albanii już dawno minęły. Obecnie to kraj szybko rozwijający się, bardzo przyjazny turystom i pomimo wielu niedogodności organizacyjnych wynikających z braku doświadczenia, może być naprawdę fajnym, a na pewno nie oklepanym miejscem na spędzenie wakacji. A jeśli chcesz wiedzieć co zwiedzić w Albanii zapraszam do postu z tygodniowym planem podróży.

Co zwiedzić w Albanii?

Gjirokastra to obok Beratu jedno z miast-muzeum. Wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Już samo położenie miasta zachwyca i sprawia, że warto tu przyjechać. My na miejsce dojechaliśmy późnym wieczorem. Droga prowadząca do miasta, jak każda inna droga w Albanii, jest dziurawa jak sito. Miejscami trafia się fragment super asfaltu, aby po chwili zamienić się w szutrową drogę. Na szczęście po kilku dniach można się już przyzwyczaić, jak i do faktu, że czas przejazdu trasy wyliczony przez Google Maps ma się nijak do rzeczywistości :)

To co szczególnie podobało mi się w Gjirokastrze to jednolita zabudowa. Niskie białe domki pokryte szarą dachówką tworzą bardzo spójny obraz miasteczka. Szczególnie pięknie prezentuje się z położonego powyżej zamku. Tam też zrobisz iście pocztówkowe zdjęcia okolicy. Ale o tym później...

Po przyjeździe do miasta od razu udaliśmy się na spacer po Starówce. Małe kamienne domki wyglądały naprawdę uroczo, jednak był wieczór, a oświetlona jedynie główna uliczka nie zachęcała do eksploracji bardziej oddalonych zakątków. Dlatego obeszliśmy ją szybko i po 10 minutach byliśmy w punkcie wyjścia. Szczerze mówiąc, nie czułam się tam zbyt bezpiecznie, więc zwiedzanie reszty miasta zostawiliśmy na następny dzień.

Starówka w Gjirokastrze to tak naprawdę kilka przecinających się wzajemnie uliczek, kilka sklepów z tanimi pamiątkami oraz kilka knajpek. Wliczając postoje na fotki, obejdziesz ją dosłownie w 30 minut. Co nie oznacza, że nie warto. Oczywiście, że warto! A nawet trzeba zajrzeć w każdy zakamarek! My byliśmy już trochę zmęczeni podróżą, więc skończyło się na krótkim spacerze po mieście.

atrakcje w Albaniico zwiedzić w Gjirokastrze
starówka w Gjirokastrze
Jednak największą atrakcją miasteczka jest położony nieco wyżej zamek. Kończąc spacer po Starówce, udaliśmy się po schodach prowadzących do twierdzy. Drogę oznaczać będą jak zwykle wyślizgane na maksa kamienie (po raz kolejny przydadzą się wygodne, sportowe buty) lub jeśli nie chce Ci się wspinać możesz, za przysłowiowe grosze, wjechać pod samą bramę taksówką. A co! Kto bogatemu zabroni! Kupując tani jak barszcz bilet wstępu (dzięki Ci Albanio za te ceny!) zostaliśmy poinformowani, że aby móc robić zdjęcia należy uiścić dodatkową opłatę. Nauczeni doświadczeniem podziękowaliśmy grzecznie wiedząc, że w Albanii wszelkich nakazów i zakazów i tak nikt nie przestrzega :) Więc... ten tego... nie dajcie się naciągnąć na dodatkową kasę.

twierdza w Gjirokastrze

Albania atrakcje

co zwiedzić w Gjirokastrze
Twierdza majestatycznie wznosi się nad miastem. W poprzednich stuleciach zamek był używany jako garnizon wojskowy, a następnie jako więzienie. Obecnie mieści się w nim Narodowe Muzeum Uzbrojenia z kolekcją włoskich i niemieckich dział z okresu II wojny światowej. Miłym zaskoczeniem jest brak jakichkolwiek barierek. Wszystkiego można dotknąć i zrobić sobie zdjęcie przy lufie czołgu. Miejsce idealne dla fanów wojskowych cudeniek.

Twierdza w Gjirokastrze
Gjirokastra twierdza

Muzeum Wojskowe w Gjirokastrze 
Niecodzienną atrakcją w Gjirokastrze, o której niewiele osób wie, a może po prostu odpuszcza sobie jej zwiedzanie, jest schron przeciwatomowy. Byliście kiedyś w takim schronie? Przyznaję się bez bicia, że ja nie byłam, dlatego w Albanii postanowiłam nadrobić zaległości. Niedaleko Starówki, w okolicach dużego hotelu znajdującego się przy wjeździe w górne partie miasta znajduje się wejście. Ów schron miał być schronieniem dla samego przywódcy Envera Hodży oraz jego kompanów z komunistycznej partii rządzącej. Był wyposażony w oddzielne pokoje, chociaż ze względu na rozmiary bardziej przypominały cele, wszelkie urządzenia sanitarne, własny agregat prądotwórczy, a nawet sale wykładowe. 

Gjirokastra co zwiedzić

schrony w Albanii

atrakcje w Albanii
Żegnając się z miastem, wróciliśmy na Starówkę, gdzie kupiliśmy trochę pamiątek dla rodziny. Polecam sklepik z ręcznie robionymi wyrobami z drewna. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie nietypowe, i tym samym unikalne, pamiątki. Niestety często z uwagi na moje wrodzone skąpstwo lub wyjątkowo wysoką cenę produktu, pozostaję przy taniej, ale kojarzącej się z miejscem tandetnej chińszczyźnie.

No i jak? Podobała się Gjirokastra? A może masz własne wspomnienia z wizyty w Mieście Srebrnych Dachów?
Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia