karuzela

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ojcowski Park Narodowy - pomysł na pieszą wycieczkę


Ojcowski Park Narodowy jest najmniejszym parkiem narodowym w Polsce. W tym przypadku powiedzenie "Małe jest piękne!" potwierdza się w 100%. Jako obszar całkowicie psiolubny, zajmuje szczególne miejsce na naszej podróżniczej liście, albowiem stanowił pierwszy punkt wspólnych wakacji ze zwariowanym psiakiem, a także zapoczątkował moją miłość do Jury Krakowsko-Częstochowskiej.


Ojcowski Park Narodowy z psem


To mój pierwszy dzień na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zgodnie z planem podróży, będzie lajtowo. Tak na rozgrzewkę. Na szlak nam się nie spieszy, więc wyruszamy dopiero po 10. Jeszcze nieco skołowani, pytamy naszej gospodyni którędy na szlak. Odpowiada "Za wycieczką!" :) I faktycznie dołem dzielnie maszeruje szkolna wycieczka. Podążamy ich tropem, jednak szybko nasze drogi się rozchodzą, gdyż zamiast asfaltówki wybieramy leśne dukty. Zanim wejdziemy w las, jeszcze wspinamy się punkt widokowy Ojcowa - Skałę Jonaszówkę. Stamtąd rozpościera się przepiękny widok na całe miasteczko położone w samym sercu malowniczego wąwozu. Zresztą oceńcie sami...

Ojców punkt widokowy

Grota Łokietka w Ojcowie

Schodzimy na dół i ruszamy czarnym szlakiem w stronę Groty Łokietka. Trochę niepewnie, albowiem niebo zasnuwają co raz ciemniejsze chmury, a w oddali słychać nieśmiałe pomruki. Jak wiadomo, przebywanie w lesie podczas burzy nie jest najrozsądniejszym pomysłem. Do Groty Łokietka mamy jedynie 1,5 kilometra. Myślę sobie, zdążymy :) Niestety już w połowie drogi dopada nas potężna ulewa. Na szczęście drzewa dają dużą osłonę i ratują przed totalnym przemoknięciem. Burza przechodzi bokiem. Po chwili deszcz ustaje i wychodzi piękne słońce. Do Groty Łokietka docieramy przemoczeni. Nie pomógł mi nawet płaszcz przeciwdeszczowy. Przed nami kolejka dzieciaków. Nie chce nam się czekać, więc idziemy dalej. Zresztą i tak musielibyśmy wchodzić pojedynczo, bo z psem wstęp wzbroniony.

Według legendy w grocie, przed wojskami Wacława II, ukrywał się Władysław Łokietek. Przed zdradzeniem kryjówki miał go uratować pająk, który w wejściu do jaskini uwił sieć, stwarzając pozory niezamieszkałej. Nie wiem ile w tym prawdy, ale na pamiątkę tego wydarzenia furtkę wykuto w formie pajęczyny.

Grota Łokietka w Ojcowie
Hej ho! Hej ho! Na wycieczkę by się szło!

Grota Łokietka w Ojcowie
Wejście do Groty Łokietka

U wrót Bramy Krakowskiej

Od Groty Łokietka cofamy się kawałek, do rozwidlenia szlaków, i obieramy niebieską ścieżkę kierując się z powrotem w stronę Ojcowa. To tędy maszerują wszystkie szkolne wycieczki. Nie dziwota! Tu jest po prostu pięknie! Zresztą jak się potem dowiadujemy, miejsce nazywa się wdzięcznie Wąwozem Ciasne Skałki :) Po kolejnym kilometrze i kolejnym załamaniu pogody, naszym oczom ukazuje się jedno z bardziej charakterystycznych miejsc Ojcowskiego Parku Narodowego - Brama Krakowska. To dwie skały tworzące w naturalny sposób wąski prześwit w kształcie bramy. Większość turystów zwiedzających te rejony Jury właśnie tutaj robi sobie pamiątkowe zdjęcia. Kręcimy się jeszcze trochę po okolicy korzystając z faktu, że się wypogodziło.


Wąwóz Ciasne Skałki


Brama Krakowska
Brama Krakowska
Obie z atrakcji Ojcowa załatwiamy w godzinę, więc do wieczora mamy jeszcze bardzo dużo czasu. Wracać na kwaterę nie ma sensu, więc przechodzimy na drugą stronę ulicy i ruszamy przed siebie - tym razem obieramy prowadzący do Jaskini Ciemnej szlak zielony. Trzeba przyznać, że to bardzo ciekawa i urozmaicona trasa. Dużo punktów widokowych, dużo wspinania po kamiennych schodach i dużo zakrętasów. Naprawdę jest co podziwiać, a miejsc do cyknięcia malowniczych fotek bez liku.

Atrakcje Ojcowa

Jest i rękawica!

punkty widokowe OjcowaJaskinię Ciemną i znudzonego strażnika mijamy. Nie mamy ochoty na zwiedzanie zimnych i mokrych przestrzeni. W okolicy brak żywej duszy. Docieramy do rozwidlenia i obieramy tym razem czerwony szlak rowerowy, który prowadzi przez wieś Smardzowice. Jak się okazuje, to szlak rowerowy, wiec wiedzie przede wszystkim przez wioski i pola. Nic ciekawego, ale zawsze to jakaś aktywność na świeżym powietrzu. W okolicach obiadu docieramy z powrotem do Ojcowa.

I jak Ci się podobają widoki Ojcowa?Jedziesz, czy odpuszczasz? ;)
Czytaj więcej >

sobota, 8 lipca 2017

Na Szlaku Orlich Gniazd - z Ojcowa na Zamek Pieskowa Skała


Szlak Orlich Gniazd chciałam przejść odkąd tylko się o nim dowiedziałam. Dla wielkiego fana długich spacerów i starych zameczków, wizja spędzenia w trasie ponad 100 km na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej brzmi niezwykle zachęcająco. Jednak jeszcze nie tym razem. Póki co musiałam zadowolić się jedynie krótkim fragmentem prowadzącym z Ojcowa do Zamku w Pieskowej Skale.

Jura z psem

Z Ojcowa na Zamek w Pieskowej Skale

Z Ojcowa wyruszyliśmy tuż po śniadaniu. Droga do Pieskowej Skały i z powrotem, z przerwami na odpoczynek, uzupełnienie kalorii, fotki czy obiad, zajmuje w zasadzie cały dzień. We wszechwiedzących internetach wyczytałam przed wyjazdem, że do Pieskowej Skały najlepiej udać się przez Dolinę Sąspowską. Co prawda nie jest to słynny Szlak Orlich Gniazd, ale podobno równie malowniczo. Zawierzając tym, którzy byli i widzieli obraliśmy zatem żółty szlak i powędrowaliśmy. Trzeba przyznać, że faktycznie to był strzał w 10! Przecudne widoki! Dużą atrakcją jest płynący wzdłuż doliny strumień z krystalicznie czystą wodą (podobno I klasa czystości). Oprócz walorów krajobrazowych, był ukojeniem dla naszego psiaka, albowiem mógł zażyć nieco ochłody i bez krępacji potaplać się w wodzie. A jak strumień, to i bobry. Liczne ślady obecności wskazują, że jest ich tam naprawdę wiele.

Bobry w Dolinie Prądnika
Bobry, bobry...gdzie te bobry?

Strumień Sąspowski


Wędrowaliśmy przez lasy, pola, rzeki i małe miasteczka. Nim się zorientowaliśmy, a dotarliśmy do Sąspowa. Tam, naprzeciwko budynku szkolnego, w małych drewnianych altankach, zrobiliśmy sobie krótką przerwę i wrzuciliśmy na ząb kilka przekąsek. Swoją porcję smakołyków dostała też psina, która, pomimo swoich krótkich łapek i młodego wieku, wcale nie wyglądała na zmęczoną. Naładowaliśmy baterie i ruszyliśmy w dalszą drogę. W Sąspowie, kontynuacja szlaku znajduję się tuż za owymi drewnianymi altankami. Jednak zanim tam się udacie przejdźcie kawałek dalej. Za zakrętem jest sklep spożywczy. W sam raz na uzupełnienie zapasów. My prowiant mieliśmy, więc zadowoliliśmy się pysznymi lodami. Lody na szlaku - to jest to! :)

Czy wiecie, że w strumieniu Sąspowskim żyje stworzonko o wdzięcznej nazwie wypławek alpejski, który przetrwał od czasu zlodowacenia, aż po dziś dzień?!

 

Zamek w Pieskowej Skale

Trzeba przyznać, że żółty szlak jest bardzo malowniczy i zróżnicowany. Gdy wchodzimy na pola, pies ma szansę się wybiegać i powściekać wśród dzikich traw. Pomimo że jest maj, upał daje się we znaki. Na szczęście do zamku już niedaleko. Jeszcze parę kilometrów i jesteśmy na miejscu. A oto i on - Zamek w Pieskowej Skale. Dumnie wznosi się na wyżynie, a tuż obok jedna z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych skał na terenie Jury - Maczuga Herkulesa.

Maczuga Herkulesa

Zamek w Pieskowej Skale

Zamek Pieskowa Skała - jak dotrzeć?

Atrakcje w Pieskowej Skale

Na teren Zamku z psem wchodzić nie wolno, wiec pozostaje nam jedynie pokręcić się wokół niego i powoli ruszyć w drogę powrotną. Poza tym teren zielony pod Zamkiem to doskonałe miejsce na odpoczynek i mały piknik na łonie natury. Tak też czynimy, jednak pies tym razem bardziej zainteresowany jest rozgryzaniem na wiór okolicznych patyków :)

E tam Maczuga! Pogryzę sobie patola ;)


A jeśli już jesteśmy w temacie psów...W drodze na Zamek zastanawiałam się skąd pochodzi nazwa "Pieskowa Skała" i czy faktycznie ma coś wspólnego z psem. Jak się okazało (historia podsłuchana od przewodnika szkolnej wycieczki :) BRAWO JA!) istnieje legenda, która głosi, że dawno, dawno temu żyła sobie Dorotka, którą zmuszono do ślubu z panem Zamku. Niestety panna nie odwzajemniała uczuć szlachcica i z zamku uciekła. Uciekła za prawdziwą miłością. Niestety kochankom nie dane było żyć długo i szczęśliwie, albowiem szybko zostali złapani i srogo ukarani. Dorotka trafiła do wysokiej wieży, w której miała umrzeć śmiercią głodową. Według legendy, z pomocą uwiezionej dziewczynie przyszedł jej wierny pies, który skacząc po skałach przynosił swojej pani resztki jedzenia.

Z powrotem do Ojcowa ruszamy trochę naokoło, bo szlakiem czarnym. Tam też, zaraz po zejściu z góry trafiamy na małą knajpkę, gdzie zjadamy pyszny obiad. Ja oczywiście, jako wielbicielka regionalnej kuchni, zamawiam smażonego ojcowskiego pstrąga (w poprzednim poście wspominałam, że mają tu stawy hodowlane). A że rybka lubi pływać na stół wjeżdża również moje ulubione Książęce Ciemne. Pycha! W barze dowiadujemy się też, że do Ojcowa najlepiej wrócić szlakiem czerwonym przez Dolinę Zachwytu. Co więcej, to właśnie tą trasą biegnie Szlak Orlich Gniazd. Brzmi zachęcająco. Kierujemy się zatem szlakiem czarnym w poszukiwaniu czerwonych drogowskazów. W pewnym momencie obydwa szlaki łączą się ze sobą, aby następnie się rozdzielić i pójść każdy swoją drogą. I tutaj coś poknociliśmy. Myślałam, że na tak prostym szlaku zgubić się da. A jednak. W efekcie, zamiast wejść na czerwony szlak poszliśmy dalej czarnym. I to był błąd! Szlak ten prowadził albo przez puste pola, albo asfaltową drogą. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Droga była na tyle monotonna, że dopiero przy pisaniu tego posta zorientowałam się, że nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Do tego palące słońce i fakt, że ominęliśmy Dolinę Zachwytu i Szlak Orlich Gniazd skutecznie zdjęły nam uśmiechy z twarzy. Dlatego pilnujcie szlaków i odbijcie w odpowiednim momencie.

Gdy dotarliśmy do Ojcowa, wspieliśmy się jeszcze po schodach prowadzących do Zamku i wróciliśmy na kwaterę. To był naprawdę fajny dzień :)

Do zobaczenia na szlaku!
Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia