karuzela

środa, 21 grudnia 2016

Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu


Święta zbliżają się wielkimi krokami. Zapewne u Ciebie gości już kolorowa choinka, zapakowane prezenty czekają na otwarcie, a zakwas na barszcz powoli nabiera mocy. Tego roku postanowiłam odpuścić sobie typowe świąteczne porządki i ostatni weekend przed Bożym Narodzeniem spędziliśmy we Wrocławiu. Tam odbywa się jeden z najpiękniejszych jarmarków bożonarodzeniowych w Polsce.

Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu

Wrocław (poza Warszawą, rzecz jasna!) to jedno z moich ulubionych miast w Polsce. Co prawda byłam tam zaledwie 3 razy, ale odkąd te dwa miasta nareszcie doczekały się dobrego połączenia drogowego, mam cichą nadzieję na częstsze wizyty w stolicy Dolnego Śląska. Nareszcie skończą się też 7-godzinne podróże koleją! O zgrozo! Cóż to były za czasy! :) Wrocław jest miastem niesamowicie klimatycznym, a jeszcze większego uroku nabiera właśnie w grudniu podczas świątecznego jarmarku bożonarodzeniowego.

Tradycja organizowania jarmarków bożonarodzeniowych jest bardzo długa i sięga nawet do XIII wieku. Mowa tu oczywiście o jarmarkach  organizowanych w krajach Europy Zachodniej. Specjalistami od tego typu imprez byli zawsze nasi zachodni sąsiedzi. Początkowo jarmarki były jednodniowymi targami, na których ludność mogła zaopatrzyć się we wszystkie produkty potrzebne na święta. Z biegiem lat jarmarki nabierały kolorów, stawały się coraz dłuższe i bardziej atrakcyjne. Do Polski tradycja jarmarków świątecznych, podobnie jak choinka, przywędrowała właśnie z Niemiec i szybko zagościła na rynkach największych miast naszego kraju.
Co kupić na jarmarku?

Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu jest jednym z najpiękniejszych i największych jarmarków w Polsce. Każdego roku organizatorzy przygotowują moc atrakcji i niespodzianek. Wśród dziesiątek drewnianych stoisk, coś dla siebie znajdą zarówno dorośli, jak i dzieci. Napijesz się aromatycznego, grzanego wina, zjesz pyszne, lukrowane pierniczki, a także, w ramach urozmaicenia, zasmakujesz kuchni z wielu zakątków Europy. Nie wiem jak było w innych latach, ale sądząc po długości kolejki tego roku największą popularnością cieszyły się węgierskie kurtoszkołacze. Przyznam, że jadłam je po raz pierwszy i są naprawdę pyszne. Szczególnie te czekoladowe z orzechową posypką. Niebo w gębie! Zresztą uwielbiam wszystko co czekoladowe i dla takich słodkości dałabym się pokroić :) Fajnym pomysłem było ustawienie plenerowych kominków, przy których można było usiąść, ogrzać się, zjeść zakupione na stoiskach przysmaki lub napić się wspomnianego grzańca (obowiązkowo w ceramicznym, jarmarkowym kubeczku w kształcie serca - kaucja 10 zł). Dla najmłodszych przygotowano mini park rozrywki. Znalazły się tu wielkie drewniane krasnale, śnieżne kule, domki wprowadzające w bajkowy świat (każdy z nich opowiadał inną baśń), a nawet mała kolejka górska. Dodatkowo jarmark to doskonała okazja do zakupu ostatnich świątecznych drobiazgów dla najbliższych oraz smakołyków na świąteczny stół.

Atrakcje dla dzieci we Wrocławiu
Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu
Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu

Jarmark we Wrocławiu

O ile na co dzień jestem raczej sceptyczna jeśli chodzi o zaciąganie tradycji z obcych kultur (wszelkie Halołiny i inne Walentyny kompletnie do mnie nie przemawiają), to w kwestii bożonarodzeniowych jarmarków chętnie zrobiłabym wyjątek :) Co więcej, mocno ubolewam, że w Warszawie, bądź co bądź, stolicy naszego kraju tradycja jarmarków jest bardzo uboga.

A Ty jak spędzasz okres przedświąteczny? Masz ulubiony jarmark i jak to wygląda w Twoim mieście?
Czytaj więcej >

sobota, 26 listopada 2016

Park archeologiczny Butrint - krótka historia starożytnego miasta


Słyszałeś kiedyś o Pompejach? Na pewno znasz historię miasta zniszczonego przez erupcję wulkanu. A czy wiesz, że Albania również posiada miasto zwane "Bałkańskimi Pompejami"? Miasto, którego fragmenty budowli zachowały się przez okres 2000 lat. W dzisiejszym poście zwiedzisz ze mną Butrint.

park archeologiczny Butrint

Entuzjastką wykopalisk nie jestem i bieganie z pędzelkiem przy ziemi nie sprawia mi przyjemności, jednak będąc na wakacjach w Albanii nie mogłam odmówić sobie przyjemności odwiedzenia miejsca zwanego  "Bałkańskimi Pompejami". Do odwiedzin zachęcił mnie również fakt wpisania go na listę światowego dziedzictwa UNESCO. A ponieważ Albania posiada takich obiektów tylko 3, myślę sobie "Tam musi być fajnie"!!!

Z książkowego przewodnika turystycznego dowiedziałam się, że Butrint w starożytności był całkiem sporym miastem portowym, założonym według mitu przez uciekinierów z Troi. Historycy jednak twierdzą, na przekór mitologii, że znaki pierwszego osadnictwa pochodzą z około VIII w p.n.e. Początkowo Butrint był ośrodkiem kultu Asklepiosa, boga sztuki lekarskiej. Do wybudowanej na jego cześć świątyni, w poszukiwaniu pomocy i uzdrowienia, licznie pielgrzymowali okoliczni chorzy. Przez lata znaczenie miasta sukcesywnie rosło, aż w końcu stało się ważnym punktem gospodarczym i ośrodkiem handlowym. Z uwagi na dogodne położenie, miasto przechodziło z rąk do rąk. Władali nim Grecy, Rzymianie, a później Bizantyjczycy, Wenecjanie oraz Osmanie. Sukcesywnie niszczone i plądrowane, powoli wyludniało się, aż finalnie, wraz ze schyłkiem średniowiecza, całkowicie podupadło.


Obecnie Butrint jest jednym z ciekawszych stanowisk archeologicznych w rejonie basenu Morza Śródziemnego. Możesz podziwiać bardzo dobrze zachowane ruiny starożytnego miasta, odbywając historyczny spacer wśród pochodzących z różnych epok konstrukcji architektonicznych. W celu ochrony naturalnego piękna tego miejsca, park archeologiczny Butrint został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a na okolicznych terenach utworzono park narodowy.

Przed wejściem na teren wykopalisk zaskakuje mnie duży, betonowy parking dla samochodów i autokarów. Miejsca jest sporo, więc nikt nie powinien mieć problemów ze znalezieniem miejscówki. O tym, że jednak nadal jesteśmy na wakacjach w Albanii przekonujemy się zaraz po przekroczeniu bram Butrintu i zakupieniu biletu wstępu. Cena jednorazowej wejściówki wynosi 700 leków. Dla Albańczyków jest o połowę niższa! Serio?! Cóż za przejaw dyskryminacji. W takich chwilach śpiewam pod nosem "co ja robię tu? uuu..." :))) Na pocieszenie dostaję broszurkę z mapą, opisem wszelkich atrakcji na terenie parku i wytyczoną ścieżką zwiedzania. Po krótkiej analizie tekstu stwierdzam, że została przetłumaczona prawdopodobnie przez translator Google :) Ale dosyć narzekania. Z ulotką w dłoni wyruszamy odkrywać starożytne miasto.

Park archeologiczny Butrint

Spacer po Butrincie pozwala odpocząć od upału i jest miłym, relaksującym przeżyciem. Rozpostarte ponad głowami drzewa zapewniają schronienie przed lejącym się z nieba żarem, a leśne ścieżki urozmaicają wędrówkę. Tak naprawdę niczym nie przypomina wypalonych słońcem ruin, jakie można podziwiać w innych częściach Europy.

Maszerując od punktu do punktu, po drodze podziwiam między innymi amfiteatr, do dziś wykorzystywany jako scena dla artystów, oraz baptysterium z charakterystycznymi kolumnami, jako świadectwo, że do Albanii dotarło chrześcijaństwo.


Teren parku to również naturalne schronienie dla... żółwi. Gadziny często wylegują się na słońcu lub zażywają kąpieli w okolicznych zbiornikach wodnych. Napotkany przez nas okaz postanowił udać się na spacer i  dumnie dreptał leśną ścieżką. Ponieważ posiadałam kiedyś żółwia w domu, fajnym uczuciem było spotkać osobnika w jego naturalnym środowisku.


Jednak zdecydowanie najładniejsze zdjęcia możesz zrobić ze wzgórza, na którym niegdyś znajdował się Akropol. Dla takich widoków warto przyjechać na południe Albanii. Dodatkowo na szczycie znajduje się zrekonstruowana cytadela, w murach której obecnie funkcjonuje muzeum historyczne prezentujące historię Butrintu na przełomie dziejów.


Zespół archeologiczny Butrint znajduje się na południu Albanii w okolicach Sarandy i popularnej wśród Polaków miejscowości Ksamil. Z obydwu kurortów turystycznych kursują kilka razy dziennie lokalne autobusy. Jeśli masz samochód zwiedzanie można śmiało połączyć z wycieczką do Niebieskiego Oka. Odległości nie są zbyt duże, a będzie to świetny pomysł na spędzenie aktywnie dnia.

Butrint jest archeologiczną perełką Albanii i prawdziwą ucztą dla historyków. Corocznie przyciąga rzesze turystów z całego świata. Nawet jeśli, tak jak ja, nie jesteś miłośnikiem wykopalisk i nie wpadasz w zachwyt przy każdym kamyku, nie zastanawiaj się i przy okazji wczasów w Albanii koniecznie odwiedź to miejsce.

I co Ty na to? Chętny wyjść na spotkanie z historią Albanii?
Czytaj więcej >

sobota, 19 listopada 2016

Niebieskie Oko w Albanii - tysiąc odcieni błękitu


Wyobraź sobie miejsce, w którym paleta odcieni niebieskiego nigdy się nie kończy. Miejsce, którego tajemnicy strzegą wznoszące się wokół góry Mali i Gjere, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu wstęp posiadali jedynie najwyżsi urzędnicy albańskiej komunistycznej wierchuszki. Masz to?! To teraz czytaj dalej...

Blue Eye w Albanii

"Niebieskie Oko" zwane również błękitnym jest punktem, którego będąc w Albanii nie można pominąć. Przygoda zaczyna się już w trakcie podróży, albowiem droga wiodąca do tego cudu natury usiana jest wieloma serpentynami i obfituje w przepiękne widoki. Czasem wręcz w palpitacje serca. Napięcie rośnie z każdym zakrętem, a ja nie mogę się doczekać, kiedy dotrę na miejsce.

Cud natury w sercu Albanii

Syri i Kalter, bo tak brzmi oryginalna nazwa źródła, to miejsce wprost magiczne. Wypływający z głębi ziemi strumień daje początek rzece o nazwie Bistrica, a jej wartkie wody tworzą wokół źródła mały staw. UWAGA! Strumień jest naprawdę wartki, a woda w rzece ma zaledwie 10 stopni Celsjusza(!). Nie brakuje jednak śmiałków chętnych zażyć orzeźwiającej kąpieli, a nawet wykonać efektowny skok na główkę z zawieszonej powyżej rampy.

Choć sam skok wydawać się może nieco ryzykowny, podobno jest całkowicie bezpieczny. Głębokość źródła wynosi  ponad 45 metrów, jednak woda wypychana spod skał w tempie 6 metrów sześciennych na sekundę(!) sprawia, że wypływa się na powierzchnię jak napompowana bombka. Podobno utopić się nie da. Wystarczy tylko pamiętać, aby wycelować w najbardziej granatową, bulgoczącą część zbiornika :)

Woda w rzece jest krystalicznie czysta i mieni się tysiącami odcieni błękitu. Od ciemnego granatu w najgłębszym miejscu począwszy, aż po błękit i biel tuż przy brzegu skończywszy. Rozmaitość mieniących się barw i pulsujące podwodne źródło tworzą złudzenie wielkiego oka. Nie wierzysz?! Spójrz na poniższe zdjęcia! :)

Niebieskie Oko w Albanii
Syri i Kalter, Albania
Niebieskie Oko w Albanii

Stojąc na zardzewiałym tarasie, z którego śmiałkowie oddają skoki do wody, można doświadczyć jak hipnotyzującą moc posiada źródło. Wpatrując się w granatową, bulgoczącą głębię, próbuję bezskutecznie dostrzec dno i jednocześnie wyobrażam sobie, jak głęboko może znajdować się serce tego miejsca. "Blue Eye" to prawdziwy cud natury i polecam każdemu taką wycieczkę.

Z ciekawostek znalezionych w przepastnych internetach warto wspomnieć, że za czasów komunizmu, wstęp do "Niebieskiego Oka" posiadali jedynie członkowie elit komunistycznej partii. Przeciętnemu Albańczykowi nie wolno było tu przebywać. Na szczęście czasy dyktatury Envera Hodży już dawno minęły i obecnie atrakcja stoi dla turystów otworem. Co więcej, takich malowniczych źródeł jest w okolicy podobno kilkanaście, jednak to jest najpiękniejsze i najbardziej popularne.

Informacje praktyczne

Do "Blue Eye" najłatwiej wybrać się z Sarandy lub Gjirokastry, albowiem Oko znajduje się na trasie pomiędzy tymi dwoma miastami. Z Sarandy jednak jest zdecydowanie bliżej. Kierując się znakami, powinieneś trafić bez problemu. Gdy dojedziesz do małej tamy, jesteś na miejscu. Tam też znajduje się całkiem spory parking, na którym możesz zostawić auto.

Po drugiej stronie źródła, niedaleko parkingu, znajduje się restauracja, w której możesz odpocząć od upału, zrelaksować się przy piwku lub zjeść pysznie przyrządzoną przez lokalsów rybę. W sezonie pełna jest turystów, w tym z Polski. Alternatywą jest wzięcie przykładu z miejscowych i urządzenie sobie, w okolicznych zaułkach drzew, pikniku. Nie zdziw się jednak, gdy po takiej wyżerce resztki jedzenia wylądują na trawie lub w krzakach. Niestety, ale u Albańczyków temat ochrony środowiska czy recyclingu nie istnieje.

I jak Ci się podoba taka bajkowa sceneria? Odważyłbyś się na skok, a może jedynie na zamoczenie stópek? ;)
Czytaj więcej >

sobota, 12 listopada 2016

Najpopularniejsze kurorty Albanii - Ksamil i Saranda


Albania Albanią, zwiedzanie zwiedzaniem, ale jak każdy Polak tak i ja, czasem wygrzać swe ciałko muszę. Po kilku dniach, w trakcie których odwiedziłam wiele naprawdę uroczych miejsc wewnątrz kontynentu, zawitałam w końcu na południe kraju. Tam też spędziłam dwa pełne dni ładując wewnętrzne akumulatory i taplając się w turkusowych wodach Morza Jońskiego. Jeśli jesteś ciekaw, jakie plaże oferuje Albania, zapraszam do czytania.

piaszczyste plaże w Albanii

Po zwiedzeniu północy oraz centrum Albanii i przejechaniu kilku setek kilometrów zapragnęłam odpoczynku typowego dla "polskiego turysty" - plaża, morze i drinki all inclusive. Dobra, dobra....drinków nie było, ale plaża oraz morze, a i owszem. I tak oto wylądowaliśmy w Sarandzie.

Co warto zobaczyć w Sarandzie?

Saranda to, zaraz obok Wlory i Durres, jeden z najpopularniejszych kurortów turystycznych Albanii. Położona na południowym krańcu Albanii, niedaleko greckiej granicy, corocznie przyciąga liczne grupy zagranicznych turystów. Samo miasteczko jest wręcz przylepione do zbocza góry, spoglądając na położoną vis a vis wyspę Korfu. Popularność tego miejsca z roku na rok jest coraz większa, szczególnie wśród Polaków, dla których Albania powoli staje się tańszą alternatywą dla spędzenia urlopu w "ciepłych krajach". Najczęściej jednak można spotkać tam turystów z okolicznej Macedonii, Kosowa czy Serbii.

Saranda nie rozkochała mnie w sobie ani trochę. Jest typowym kurortem turystycznym składającym się z hoteli, hoteli i jeszcze raz hoteli. Idąc główną (jedyną!) ulicą w mieście, hotele i restauracje wydają się stanowić jedyne formy zabudowania. Biorąc pod uwagę niewielką jeszcze popularność tego kierunku zastanawiam się, jak te wszystkie obiekty prosperują. Ale jak widać, jest popyt to jest i podaż :)

Co warto zobaczyć w Sarandzie?

W centralnym punkcie miasta znajduje się deptak, na którym wśród dziesiątek jarmarcznych stanowisk kupimy wszelkiej maści mydło i powidło, obejrzymy występy lokalnych artystów, cykniemy fajną fotkę nabrzeża i portu, a także damy się oszukać w trakcie jednej z ulicznych gier (uwaga na strzelanie do puszek!). Tak naprawdę każdego wieczoru dzieje się tam coś ciekawego, więc z braku innych zajęć polecam spacer do centrum Sarandy.

Port w Sarandzie, Albania.




Dużym plusem jest położenie samego miasta, albowiem w okolicach Sarandy znajdują się dwie fantastyczne atrakcje turystyczne: BUTRINT - ruiny starożytnego miasta oraz tętniące życiem źródło zwane NIEBIESKIM OKIEM. Na jednodniową wycieczkę możesz się również wybrać do miejscowości o wdzięcznej nazwie Gjirokastra, okrzykniętej mianem "Miasta Srebrnych Dachów". Niewątpliwie, dużym przeżyciem, będzie również przeprawa promowa na znajdującą się vis a vis grecką wyspę Korfu. Jak widzisz, Saranda może być świetną bazą wypadową do zwiedzenia południa Albanii, i nie tylko.

Plaże w Albanii

W temacie albańskich plaż nie mam zbytu dużego rozeznania, albowiem większość czasu spędziłam zwiedzając wnętrze kontynentu. Postaram się jednak pokrótce przedstawić Ci moje obserwacje poczynione w tej materii. Niewątpliwie, bałkańskie plaże nie należą do zbyt atrakcyjnych (mam tu na myśli atrakcyjnych dla przeciętnego wczasowicza). Długo szukać piaszczystych, szerokich, ciągnących się kilometrami plaż niczym z nad polskiego morza (pominę tu temperaturę wody, ale musisz przyznać, że polskie plaże mają w sobie to "coś"). Jeśli jednak jesteś fanem kamienistych, a co za tym idzie czystych i przejrzystych zatoczek, plaże w Albanii to coś dla Ciebie!

Podczas naszego tygodniowego tripu po Albanii odwiedziliśmy jedynie południowe wybrzeże, a więc okolice popularnego kurortu, jakim jest Saranda. Już pierwszego dnia pobytu w Sarandzie wiedziałam, że znajdujące się tam plaże nie są tym, czego szukam. Małe, ciasne i mocno oblegane przez wczasowiczów. Do tego nie grzeszyły czystością i były zlokalizowane w bliskiej odległości od ruchliwej ulicy. Nie tracąc więc czasu, zapakowaliśmy cztery litery w miejski autobus i pojechaliśmy do znajdującej się kilkanaście kilometrów dalej miejscowości Ksamil.

Swoją drogą, podróż miejskim środkiem transportu po Albanii może stanowić dodatkową atrakcję. Autobusy z Sarandy do Ksamil (i dalej do Butrintu) odjeżdżają co godzinę. W samej Sarandzie znajduje się kilka przystanków autobusowych. Polecam wybrać te bliżej punktu startu, ponieważ na taką przejażdżkę, w sezonie, jest baaaardzo dużo chętnych. Podejrzewam, że z uwagi na lepsze zaplecze turystyczne wielu urlopowiczów kwateruje się w Sarandzie, a plażuje w Ksamilu. Co do osobistych wrażeń, mogę powiedzieć, że jeszcze nigdy, ale to nigdy, nie jechałam tak nabitym do granic możliwości pojazdem (wiem co mówię, gdyż na co dzień podróżuję równie zatłoczonymi autobusami MZA w Warszawie). Wydawać by się mogło, że człowiek włosa nie wciśnie, a tu proszę, weszła nasza dwójka, dwie zaprzyjaźnione pary i kilka innych osób. Znalazło się nawet miejsce dla Pana trzymającego w rękach, a w zasadzie prawie na głowie innego pasażera, tacę z burkami (taki albański przysmak). O komfort jazdy nie pytajcie. Jednak następny autobus odjeżdżał za godzinę, więc nie mogliśmy wybrzydzać :) Nie wiem dlaczego, ale mając już jakieś doświadczenie z Albańczykami, nie zdziwiło nas, że kierowca autobusu postanowił kontynuować jazdę nie zamykając drzwi. Nad tym, aby nikt nie wypadł dzielnie czuwał pomocnik kierowcy przyczepiony do drzwi niczym płaszczka i tarasujący wejście własnym ciałem(!). Ten sam osobnik pobierał opłaty za przejazd. Po dłuższym zastanowieniu uznałam to za całkiem dobry pomysł, inaczej pomarlibyśmy z duchoty jak mrówki. Alternatywą, dla większej niż dwie liczby osób, może być transport taksówką, która jak na albańskie warunki, do najtańszych nie należy. Do najdroższych zresztą tez nie. Ot, co kraj to obyczaj :)

Wracając do plaż... Ksamil jest małą miejscowością bardzo popularną wśród Polaków. Spacerując głównym deptakiem, miło było zobaczyć dumnie łopoczącą, nad jedną z okolicznych restauracji, biało-czerwoną flagę. Miasteczko przyciąga turystów przede wszystkim wspaniałymi warunkami do plażowania. Posiada wiele urokliwych zatoczek sprzyjających wakacyjnemu odpoczynkowi. Dodatkową atrakcją jest możliwość wypożyczenia roweru wodnego lub dostanie się wodną taksówką na jedną ze znajdujących się niedaleko wysepek. Tam plażowiczów jest zdecydowanie mniej. Coś dla siebie znajdą tu również wielbiciele snorkelingu, gdyż podwodne życie jest tu całkiem bogate (ja na przykład po raz pierwszy zobaczyłam na własne oczy jak kolorowe mogą być muszelki jeżowców :)

plaża miejska-Ksamil, Albania
plaże w Albanii
plaże w Albanii
Moja ulubiona - plaża Monastery Beach, Ksamil


Albańska Riwiera śmiało może konkurować z chorwacką czy czarnogórską. Królują tu plaże kamieniste oraz żwirowe. W większych miastach popularne są także wylane betonem deptaki, na których, o dziwo(!), turystów nie brakuje. Oczywiście plaże z piaskiem również się tu znajdą, jednak ten bardzo często stanowi pozostałość po wykuwaniu skał pod hotele. Łatwo go rozpoznać po nieco ciemniejszym kolorze ziarenek.

Albania posiada zapewne wiele piękniejszych plaż, jakich z uwagi na brak czasu nie było mi dane zobaczyć. A Ty jakie masz doświadczenia z plażami w Albanii? Może polecisz jakąś fajną miejscówkę na przyszłość :)
Czytaj więcej >

sobota, 15 października 2016

Zwiedzając Berat - Miasto Tysiąca Okien


Jednym z pierwszych przystanków naszego tygodniowego tripu po Albanii był Berat. Miasto wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO zachwyca architekturą, położeniem i wspaniałym klimatem. Od dziś to jedno z moich ulubionych miejsc na Bałkanach. Zapraszam do "Miasta Tysiąca Okien".

zamek w Berat

Droga prowadząca do Beratu jest typową albańską szosą i atrakcją samą w sobie. Poruszając się w stronę miasta po dobrej i nowoczesnej asfaltówce, nie zdziw się, gdy w pewnym momencie tego asfaltu zabraknie. Albowiem albańskie drogi mają to do siebie, że posiadają kilkudziesięcio/kilkuset metrowe wyrwy, gdzie drogę pokrywa jedynie żwir. Wszystko kurzy się i pyli, trasa korkuje, ale fantastyczne widoki rekompensują wszelkie trudy. Ach te albańskie góry!

Charakterystyczna dla miasta Berat jest jego zabudowa. Domy, wzniesione na zboczu góry, pną się kaskadowo i ma się wrażenie, że jeden stoi na dachu drugiego. Do tego proste, prostokątne lub kwadratowe okiennice sprawiają, że wszystkie domy wyglądają tak samo. Nadaje to samemu miastu uroku i nieco gotyckiego klimatu. Nie mówiąc już o walorach estetyczno-fotograficznych. Zapewne właśnie dlatego bardzo często taki widoczek, jak powyższa i poniższa fotografia, widnieje na pocztówkach z Albanii, a samo Berat nazywane jest "Miastem Tysiąca Okien".

Berat-Albania


Berat - w labiryncie uliczek

Po obowiązkowej sesji na moście łączącym dwa brzegi przepływającej przez miasteczko rzeki Osum, udajemy się w górę - do twierdzy. Droga wiedzie po płaskich, wyjątkowo wyślizganych kamieniach. W moich sandałkach kurczowo trzymam się ręki mojego M. Żadne z nas w końcu nie chce, abym na początku naszej wyprawy stłukła sobie tyłek ;) Jest dość stromo, ale wąskie, kamienne uliczki tworzą niesamowity klimat tego miejsca i sprawiają, że co chwila robimy postoje na fotki. Czy Ty też masz słabość do starych, kamiennych miasteczek???

Albania-Berat

Co warto zobaczyć w Berat?

Twierdza i jej okolica tworzą całkiem sporej wielkości teren. Oprócz zamku znajdują się tam również domy mieszkalne, cerkwie, kościoły czy muzea. Dodatkowo wiele zakamarków, uliczek i punktów widokowych sprawia, że spokojnie mogłabym spędzić tam pół dnia. Ponadto wielu uznaje Berat za jedno z najważniejszych miejsc prawosławnej sztuki sakralnej. Wśród najbardziej popularnych atrakcji można wymienić Muzeum Ikon Onufrego, katedrę Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny, Monastyr Świętej Trójcy, cerkiew Świętego Teodora. My jednak, aż tak dużo czasu nie mamy, więc szlakiem "gdzie nas nogi poniosą" wybieramy się na spokojny spacer po okolicy.

Albania-Berat

Berat_cerkiew św. TeodoraAtrakcje turystyczne Albanii.

NEVER vs. ENVER

Powoli kierujemy się ku zejściu. Jeszcze kilka fotek na okoliczne wzgórza i możemy udać się na dół. I znowu te wyślizgane kamienie! Schodząc ze wzgórza warto przyjrzeć się okolicznym górom, gdzie na jednej z nich znajduje się napis "NEVER". Niegdyś widniał tam napis "ENVER" na cześć ówczesnego dyktatora Envera Hodży. Po upadku komunizmu próbowano wszelkimi sposobami pozbyć się napisu jednak, jak się okazało, nawet materiały wybuchowe nie mogły ruszyć go z miejsca. Aż w 2012 roku wzięto się na sposób i zamieniono dwie pierwsze litery tworząc napis "NEVER" jako symboliczny albański manifest, który możemy odczytać jako "nigdy więcej zniewolenia, nigdy więcej Envera".

napis na górze-Enver
No powiedzcie, że widzicie... ;)






Berat to jedno z miejsc, które z ręką na sercu mogę polecić. Miasto-muzeum, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO swoim niepowtarzalnym klimatem przyciąga co rocznie rzesze turystów. Jeśli będziesz w Albanii, zajrzyjcie tam koniecznie! :)

A tymczasem jedziemy na południe na spotkanie albańskich plaż...to be continued :)))
Czytaj więcej >

sobota, 8 października 2016

Kruja - co oferuje i jak wiele ma wspólnego z Krakowem


Z czego słynie Albania? Według stereotypów z licznych bunkrów, rozklekotanych mercedesów i myjni samochodowych. Ale to nie wszystko! Słynie również z miasteczka nazywanego "albańskim Krakowem". To właśnie to miejsce przyciąga rocznie największą liczbę turystów. Przyciągnęło i mnie. Jak wygląda, co ciekawego oferuje i czy warto je odwiedzić, czytajcie poniżej...

Kruja Albania bazar

Kruja - miasto położone w środkowej części Albanii. Była pierwszą historyczną stolicą kraju odbitą z rąk Imperium Osmańskiego w roku 1433. Jak twierdzą historycy, nazwa miasta pochodzi od albańskiego słowa "krua" oznaczającego "źródło". Stąd również wywodzi się największy i najbardziej znany człowiek w Albanii - Skanderbeg.

Kim był Skanderbeg?

No właśnie. Któż to taki i dlaczego jest taki ważny? Otóż Skanderbeg, a właściwie Jerzy Kastriota był największym bohaterem Albanii. Chlubą i prawdziwym skarbem narodu. Urodził się w czasach, gdy tereny obecnej Albanii należały do Imperium Osmańskiego. Tam też się wychowywał i pobierał edukację. Turcy chcąc zapewnić sobie wierność lokalnych albańskich władców, brali ich synów za zakładników i wcielali do własnej armii. Tak też stało się z Jerzym. Przez lata był zmuszany do walki po stronie armii tureckiej - a szło mu nadzwyczaj dobrze. Za swoje militarne sukcesy zyskał przydomek Iskander Bey Arnauti, w skrócie Skanderbeg. W roku 1443 odwrócił się od turków i poprowadził powstanie narodowe w Albanii. Dzięki kunsztowi walki oraz głowie do strategii wojennych szybko wyzwolił większą część kraju i do śmierci bronił przed osmańskimi atakami.
Obecnie w każdym mieście w Albanii możemy spotkać plac, rondo czy ulicę imienia Skanderbega. Na jego cześć nazwano również jeden z głównych towarów eksportowych - koniak, a w zasadzie brandy, gdyż nazwa koniak jest zastrzeżona.

Skanderbeg
źródło



Co więcej, tradycja mówi, że do postaci Skanderbega nawiązuje również flaga Albanii. Dwugłowy orzeł symbolizuje zjednoczenie kraju, a 25 piór okalających jego postać wyznaczają liczbę wygranych przez Kastriotę walk.
Wracając do samego miasta...


Co warto zobaczyć w Krui?

Kruja jest miastem bardzo starym. Jej początki sięgają IX wieku. Położona na zboczu góry idealnie wpasowuje się w albańskie krajobrazy. Droga do niej wiedzie przez kilometry krętych serpentyn, wśród niedokończonych budynków z jednej, a pięknymi widokami z drugiej. Najważniejszym punktem w mieście jest oczywiście zamek-twierdza, pełniący obecnie rolę Muzeum Skanderbega. Droga do niego wiedzie przez stary turecki bazar, który ma tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Ja lubuję się w bazarowych klimatach, więc stanowił dla mnie dodatkową atrakcję. Możesz na nim zakupić wszelkiej maści pamiątki: od chińskiej tandety typu magnesy, koszulki, popielniczki w kształcie bunkra, aż po ręcznie tkane obrusy, oryginalne wyroby drewniane i miejscowy alkohol. I pamiętaj! Targuj się, inaczej spłuczą Cię do cna :)

stary bazar w Kruji

Idąc wzdłuż tureckiego targowiska docieramy do wspomnianej wcześniej twierdzy. Zamek w Krui będący kiedyś siedzibą bohatera narodowego, został odrestaurowany w 1982 roku z inicjatywy córki Envera Hodży i podobno ma niewiele wspólnego z oryginałem. Jego owalna konstrukcja bardziej przypomina mi bańkę mydlaną niż prawdziwą twierdzę, jednak trzeba przyznać, że na tle gór fotograficznie prezentuje się całkiem nieźle. Fragmenty oryginalnej zabudowy stanowią części okalającego twierdzę muru oraz wieża strażnicza. Muzeum posiada bogatą kolekcję przedmiotów upamiętniających postać Skanderbega. Szczerze mówiąc odpuściłam sobie zwiedzanie, twierdząc, że nie wpasowuje się w krąg moich zainteresowań.

co warto zobaczyć w Krui



zamek w Kruji
Albania-Kruja


Na terenie twierdzy znajduje się również całkiem ciekawe Muzeum Etnograficzne prezentujące oryginalne(!) wnętrza i wyposażenie domu typowej albańskiej rodziny sprzed kilku wieków. Możesz zatem pospacerować po ciekawie urządzonych pokojach, zajrzeć do kuchni, a nawet odwiedzić ówczesną łaźnię. W muzeum obowiązuje zakaz fotografowania, którego… i tak nikt nie przestrzegał ;) Generalnie zauważyłam, że wszelkiego rodzaju nakazy i zakazy panujące w Albanii mają się nijak do rzeczywistości. Ale o tym innym razem…

Muzeum Etnograficzne w Kruji

Podobno nad miastem, na wzgórzu Sarisaltikut znajduje się punkt widokowy oferujący wspaniałą panoramę okolicy, jednak o jego istnieniu dowiedziałam się dopiero przy okazji pisania tego posta. Dlatego musiał mi wystarczyć jedynie widoczek cyknięty z okolic zamku.

atrakcje turystyczne Albanii

Legenda o obronie Krui

Na koniec coś dla wielbicieli starych opowieści i mitów, bowiem z miastem Kruja wiąże się również miejscowa legenda. Zgodnie z nią, podczas oblężenia twierdzy przez Turków, Skanderbeg miał w cudowny sposób przechytrzyć wroga. Mianowicie nakazał przymocować do stada kóz pochodnie i wyprowadzić nocą całą ferajnę z miasta. Osmanowie myśląc, że to skruszeni Albańczycy opuszczają twierdzę, zaatakowali i rozgromieni przez armię Skanderbega ponieśli sromotną porażkę.

Podsumowując, Kruja jest miastem bardzo urokliwym i klimatycznym. Niestety, moim skromnym zdaniem, nadanie jej miana "albańskiego Krakowa" było posunięciem zdecydowanie na wyrost. Jako fanka miasta Kraka spodziewałam się większego efektu "wow". Pomijając jednak niuanse, Kruja na pewno jest miastem wartym odwiedzenia.

I jak Ci się podobał "albański Kraków"? Jedziesz, czy może wolisz ten oryginalny, polski?
Czytaj więcej >

sobota, 17 września 2016

Meredita Albania! - tygodniowy trip po Kraju Orłów


Albania to kraj kontrastów. Niby już Europa, ale jakże blisko im do Azji. Pięciogwiazdkowe hotele i drogie mercedesy jeżdżące po drogach nowoczesnych kurortów turystycznych przeplatają się z zalegającymi wszędzie tonami śmieci i małymi, lecz niezwykle nachalnymi żebrzącymi dziećmi. A wszystko w otoczeniu przepięknych gór, które zajmują aż 2/3 terenu, porośniętych gęstymi lasami, utkaną siecią wijących się pośród nich wąskich, jednopasmowych dróg oraz malowniczych zatoczek z kryształowo błękitną wodą. Może właśnie dlatego, Albanię wybrałam na swoją pierwszą w życiu wizytę na Bałkanach.

Albania wakacje

Muszę przyznać, że tygodniowy pobyt w Albanii był pełen wzlotów i upadków. Jednego dnia zakochiwałam się w przepięknych krajobrazach, aby następnego znienawidzić ten kraj z całego serca. Poznałam wielu przesympatycznych i otwartych na ludzi Albańczyków, aby następnie zostać oszukaną przez kierowcę busa (turysta = łatwy kąsek). Poza tym Shqiperia (jak mówią o swoim kraju rdzenni mieszkańcy) nie jest jeszcze tak oblegana, jak sąsiednia Grecja lub Czarnogóra, co nastręcza jednak wiele trudności logistycznych. Jedno jest pewne. Nie żałuję tej podróży i na pewno wróciłabym tam jeszcze raz.

W trakcie naszego tygodniowego pobytu w Albanii odwiedziliśmy kolejno takie miejsca jak:

1. Tirana

Stolica i największe miasto Albanii. Miejsce, jak się później okazało, absolutnie nieciekawe. Oprócz pozostałości Bloku, czyli dawnej dzielnicy rządowej, do której wstępu nie mieli zwykli mieszkańcy oraz jednego z najstarszych meczetów, który cudem uniknął zniszczenia podczas komunistycznych czystek możemy zobaczyć tam również odrapaną piramidę będąca niegdyś mauzoleum Hodży oraz rzeźbę bohatera narodowego na koniu we własnej osobie. Jeśli stolicę Albanii masz w planie swojej podróży, wykreśl ją. Naprawdę nic nie stracisz.

wakacje w Albanii

2. Kruja

Miasto malowniczo położone na zboczu góry, okrzyknięte mianem "albańskiego Krakowa". Nieduże, urocze, stanowiło miłą odskocznię od zatłoczonej i nijakiej stolicy kraju. Głównie znane jako miejsce urodzenia bohatera narodowego - Skanderbega. Oprócz starego bazaru, na którym możemy zaopatrzyć się we wszelkie "mydło i powidło" znajdują się tam również twierdza-zamek oraz Muzeum Etnograficzne.

Zamek w Kruji

3. Berat

Jedno z najstarszych miast Albanii, zwane również "Miastem Tysiąca Okien". Wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO zachwyca swoim urokiem każdego przybysza. Dopełnieniem wszystkiego jest górująca nad miastem średniowieczna bizantyjska twierdza, z której rozciąga się przepiękny widok na okalające miasto pasma górskie.

"miasto tysiąca okien" Berat

4. Gjirokastra

Kolejny, niezwykle wyjątkowy punkt na mapie Albanii. Kamienne miasteczko pełne klimatycznych wąskich uliczek, małych sklepików z pamiątkami oraz cudownych widoków (doceniło to również UNESCO). W okolicy oczywiście nie może zabraknąć... twierdzy z arsenałem ciężkiej artylerii - gratka dla każdego miłośnika militariów. I nawet fakt,  że to rodzinne miasto dyktatora Envera Hodży nie zmącił mojej sympatii do tego miasta.

Gjirokastra Albania

5. Saranda

Najpopularniejszy kurort na południu Albanii. No właśnie, kurort... to zdecydowanie za dużo powiedziane. Saranda okazała się być chyba najbardziej paskudną miejscowością turystyczną, w jakiej kiedykolwiek byłam. Śmieci, śmieci i jeszcze raz śmieci. Aaaa, nie mogłabym zapomnieć o hordach żebrzących dzieciaków. Na szczęście sytuację ratowały przepiękne plaże znajdujące się w okolicznym Ksamilu oraz tani koniak Skanderbeg (narodowy trunek i towar eksportowy Albanii).

plaże Ksamil

6. Butrint

Miejsce zwane "Bałkańskimi Pompejami". Niegdyś całkiem spore miasto portowe i ważny ośrodek handlowy. Zniszczone przez silne trzęsienie ziemi z wiekiem podupadało, aby obecnie stać się mekką dla sympatyków starożytnych wykopalisk. Obiekt wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Butrint Albania

7. "Blue Eye"

Coś dla entuzjastów bycia bliżej natury. "Błękitne Oko" to miejsce, w którym wybija źródło rzeki. Pomimo tłumu zwiedzających, okolica jest niezwykle klimatyczna, a kolor wody przyprawia o zawrót głowy. Tylu odcieni niebieskiego moje oczy jeszcze nie widziały. Temperatura wody wynosi jedynie 10 stopni Celsjusza, jednak nie odstrasza to śmiałków od skoków w błękitną toń.

Niebieskie Oko w Albanii

8. Przełęcz Llogara

Jedna z najbardziej ekscytujących tras górskich, jaką w życiu jechałam. Wijące się jak węże serpentyny skutecznie podnosiły mi niskie z reguły ciśnienie. Początek trasy wiedzie przez piniowe lasy, aby następnie przecinać strome i łyse zbocza z turkusowym morzem Albańskiej Riwiery w tle. Widoki zapierają dech w piersiach i na długo pozostają w pamięci. Polecam prze duże Pe! :)

tydzień w Albanii

Albania to kraj absolutnie wyjątkowy. Po latach całkowitego odizolowania w zastraszającym tempie nadrabia zaległości i otwiera się na turystów. Powstaje nowa baza hotelowa, turystyczne kurorty z roku na rok rozrastają się, a Albańczycy nabierają w tym temacie doświadczenia. Niestety jeszcze wiele wody musi upłynąć, aby jakością wykonywanych usług mogła stanąć obok takich gigantów jak Grecja, Hiszpania czy Włochy. Jednak biorąc pod uwagę krajobrazowy potencjał kraju oraz pracowitość mieszkańców, może to stać się szybciej niż nam się wydaje.



A Ty miałeś już okazję odwiedzić Kraj Orłów?
Czytaj więcej >

czwartek, 18 sierpnia 2016

Muzeum Figur Woskowych w Amsterdamie. Hit czy kit?


Muzeum Madame Tussaud, zwane bliżej jako Muzeum Figur Woskowych to jedna z najbardziej znanych atrakcji na świecie. Po raz pierwszy usłyszałam o nim wiele lat temu, będąc chyba jeszcze nastolatką. Następnie miałam szansę odwiedzić podczas krótkiego pobytu w Londynie, ale wówczas było poza moim zasięgiem finansowym i czasowym. Kiedy więc przygoda rzuciła mnie w stronę Amsterdamu, nie mogłam odmówić sobie przyjemności jego zobaczenia. Czy było warto?

Muzeum Figur Woskowych w Amsterdamie

Kim była Madame Tussaud?

Madame Tussaud, a właściwie Marie Grosholtz, była kobietą o niezwykle osobliwym hobby. Mianowicie tworzyła woskowe odlewy głów zgilotynowanych podczas rewolucji francuskiej. O zgrozo! Z tymi trofeami przyjechała w roku 1835 do Londynu, tworząc podwaliny obecnego muzeum. Początkowo Londyn był jedynym miastem, w którym można było obejrzeć fantazyjną kolekcję, jednak w miarę zdobywania co raz większej popularności muzeum powiększyło się o wiele filii. Obecnie figury woskowe możemy podziwiać w wielu miastach na całym świecie między innymi w Wiedniu, Amsterdamie, Pradze, Berlinie, a nawet w Sydney, Tokio czy Nowym Yorku.

Muzeum Madame Tussaud - Amsterdam

Co można zobaczyć w Muzeum Figur Woskowych?

Przede wszystkim wierne kopie największych światowych celebrytów, ale również postaci z kreskówek, ludzi nauki, kultury czy sportu. Niektóre z nich stanowią naprawdę wierną replikę autentycznych sylwetek. Przynajmniej tak mi się zdawało, bo nigdy nie stałam tak blisko Jennifer Lopez czy Lady Gagi. Zresztą daleko też nie ;) Inne natomiast, szczerze mówiąc, pozostawiają wiele do życzenia. Tak czy inaczej, spacerując wśród największych światowych gwiazd, można choć przez chwilę poczuć się jak na czerwonym dywanie, wypić espresso z Georgem Clonney'em, cyknąć fotkę z Marylin Monroe, a nawet wylądować w łóżku z Robbiem Williamsem ;)))

Muzeum Madame Tussaud - Amsterdam

Gabinet Figur Woskowych nie jest wystawą stałą. Co jakiś czas postacie są wymieniane na nowe, w zależności od panujących w danej chwili trendów. Przed rezerwacją biletów warto sprawdzić, jaki motyw przewodni króluje w danym czasie. W przeciwnym razie możesz być zmuszony do oglądania figur, które kompletnie Cię nie interesują. Niemniej, nawet jeśli trafisz na wystawę, tak jak ja, czyli z ulicy, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Całe muzeum uplasowane jest bowiem na kilku piętrach, a liczba figur imponująca. Spokojnie spędzisz w nim jakieś 3 godziny.

Figury Woskowe w Londynie


Atrakcje w Amsterdamie

Informacje praktyczne:

- ceny biletów niestety nie należą do najniższych. Obecnie kwota plasuje się w granicach około 24 euro. Aktualne ceny można sprawdzić na oficjalnej stronie muzeum. Tam tez można zakupić bilet online, oszczędzając przy okazji kilka euro oraz cenny czas;
- adres: Plac Dam 20. W poprzednim poście znajdziesz dokładniejszą mapkę przedstawiającą atrakcje w Amsterdamie;
- zaletą muzeum jest zdecydowanie możliwość "macania" wszystkich obiektów oraz ogromna różnorodność gadżetów, dzięki którym możemy upodobnić się do fotografowanego celebryty.

Czy polecam taką formę rozrywki? Jeśli ktoś nie był wcześniej, na pewno tak! To atrakcja jedyna w swoim rodzaju i absolutne "must see" atrakcji turystycznych w Amsterdamie. To również świetne miejsce, aby schronić się przed, nie tak znowu rzadkim, holenderskim deszczem. Jednak na oglądanie po raz kolejny tych samych modeli, chyba bym się nie zdecydowała. Nawet w innym mieście, w innym kraju.

A jak Ty uważasz, Muzeum Figur Woskowych to hit czy kit? Co sądzisz o tym miejscu i czy odwiedziłbyś je podczas weekendu w Amsterdamie?
Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia