niedziela, 22 listopada 2015

Syrakuzy...starożytność, barok i nowoczesność w jednym.

SYRAKUZY - miasto Archimedesa. O wyjątkowości tego miejsca czytałam na wielu przeróżnych blogach i autorom niezmiennie towarzyszył ogromny nad nim zachwyt. Spędzając tegoroczny urlop na Sycylii, nie mogliśmy pominąć tego miejsca. Wybraliśmy się tam z Katanii w pewien szary, deszczowy dzień. Na miejscu przywitało nas piękne słońce i od razu wiedziałam, że to miasto musi mieć w sobie jakiś czar. Nie pomyliłam się!


Syrakuzy początkowo stanowiły antyczną kolonię grecką i w V w. p.n.e. były największym i najpotężniejszym miastem na wyspie. W 212 r p.n.e., w trakcie II wojny punickiej, zdobyte przez Rzymian stały się pierwszą  kolonią Imperium. Obecnie, dla zwiedzających, stanowią obowiązkowy punkt na mapie Sycylii. Przyciągają rzesze turystów przede wszystkim z uwagi na starożytne zabytki, piękne Stare Miasto, jak również niesamowity klimat, jaki czuć w mieście.

Swoją popularność zawdzięczają również urodzonemu w Syrakuzach słynnemu greckiemu filozofowi i matematykowi Archimedesowi. Legenda głosi, że król Hieron II zwrócił się do Archimedesa z prośbą, aby ten zbadał czy korona, którą otrzymał jest wykonana ze szczerego złota. W tamtych czasach jedyną możliwością, aby to stwierdzić, była ingerencja w kruszec, której król bezwzględnie zabronił. Filozof głowił się i głowił, jak bez uszkadzania korony zbadać jej autentyczność. Aż pewnego dnia, podczas kąpieli w wannie, odkrył prawo wyporności i wykrzykując "Eureka!", wybiegł nago na ulicę. Dzięki swojemu odkryciu udowodnił, że korona nie była w całości ze złota.
Miasto odwiedziliśmy w trakcie naszego pobytu we wschodniej części Sycylii. Za bazę wypadową służyła nam Katania. Jak się okazało, te dwa miasta są ze sobą bardzo dobrze skomunikowane. Do miasta Archimedesa dojechaliśmy autobusem firmy INTERBUS, gdzie za bilet dla jednej osoby w tą i z powrotem zapłaciliśmy 9,10 euro. Autobus odjeżdża co pół godziny, więc można powiedzieć luksus. Aktualny rozkład jazdy możecie sprawdzić tutaj. Pech chciał, że tuż po wjechaniu na autostradę zepsuł nam się pojazd. Jednak firma autobusowa stanęła na wysokości zadania i po 15 minutach podjechał autobus zastępczy. Swoją drogą to mamy pecha do psujących się autokarów. W Grecji, na Krecie, spotkała nas identyczna sytuacja.

Dojeżdżając na miejsce od razu rzuciło nam się w oczy, że miasto jest bardzo ładne, czyste i zadbane. Dla nas, oglądających na co dzień szare i brudne ulice Katanii, było zbawienną odmianą. I jeszcze to słońce! Dzień zapowiadał się bardzo interesująco.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od parku archeologicznego. Aby tam się dostać, i nie nadrabiać specjalnie drogi, warto wysiąść na przystanku Corso Gelone (Ospedale). Następnie cofając się nieco w górę ulicy trafiamy prosto pod główne wejście do parku. Wstęp 10 euro, ale oferują sporo zniżek miedzy innymi dla studentów i pracowników naukowych. 
Park archeologiczny jest średniej wielkości kompleksem złożonym z antycznych wykopalisk, kamieniołomów, jaskiń, a wszystko otoczone piękną roślinnością, wśród której można się schronić przed piekielnym, słonecznym żarem. Główną atrakcją jest pochodzący z V w. p.n.e. teatr grecki. Jest jednym z największych i najważniejszych tego typu obiektów w Europie. Nawet współcześnie na scenie są wystawiane sztuki teatralne, których oglądanie w takiej scenerii musi być niesamowitym przeżyciem. Kolejnym obiektem typu "must see" jest tzw. Ucho Dionizosa. Wysoka na 23 metry grota, według legendy, była więzieniem, a szczególna akustyka w niej panująca pozwalała na podsłuchiwanie trzymanych w jaskini więźniów. Obecnie stanowi schronienie dla... gołębi.

Teatr grecki w Syrakuzach

Ucho Dionizosa



Jeden z mieszkańców parku archeologicznego w Syrakuzach
Po zwiedzeniu całego parku udaliśmy się w stronę kolejnego obiektu, czyli sanktuarium Madonna delle Lacrime, które znajduje się w odległości 5 minut piechotką. Po drodze, przy ulicy Viale Tecrito trafiliśmy na naprawdę świetną kawiarnię "Pasticceria Leonardi" serwującą nie tylko różnego rodzaju przekąski oraz zimne i ciepłe napoje, ale również pełne obiady w wersji "tanio, szybko, smacznie". Tam napełniliśmy lekko opustoszałe brzuchy wybierając z menu tradycyjne przepyszne arrancini (ryżowe kulki z nadzieniem), panini oraz prawdziwą włoską kawę. Do tego pogawędka z przesympatycznym kelnerem, który dowiedziawszy się, że jesteśmy z Polski zaczął rozprawiać o fantastycznych zdolnościach naszego piłkarza Błaszczykowskiego, grającego obecnie we włoskim klubie Fiorentina. Ku naszemu zaskoczeniu nawet się nie zająknął wymawiając jego nazwisko. Kolejny przykład na to, że sport zbliża ludzi :)

Sanktuarium delle Lacrime to kościół w kształcie namiotu, lub jak kto woli łzy, stanowiący swego rodzaju architektoniczny bubel. Ładne to, czy nie... na pewno ekstrawaganckie i nowoczesne. Wysoka na 102 metry budowla jest chyba najbardziej charakterystycznym obiektem w Syrakuzach. Widoczna z wielu, nawet tych najbardziej odległych, punktów miasta króluje nad otoczeniem. Pomimo swojego niecodziennego wyglądu, sanktuarium stanowi bardzo ważny element religii chrześcijańskiej, albowiem wiąże się z nim pewna historia. Ponad 50 lat temu, znajdująca się w mieście, gipsowa figurka Matki Bożej zaczęła płakać rzewnymi łzami. Owe niecodzienne zjawisko zostało poddane analizie naukowej, która potwierdziła autentyczność ludzkich łez. Obecnie figurka stanowi relikwię i znajduje się we wnętrzu sanktuarium wybudowanego na miejscu cudu. Z figurką Madonny łączą się również rozmaite historie cudownych ozdrowień, których przykłady w postaci listów, zdjęć oraz różnorodnych przedmiotów znajdują się w jednej z sal kościoła.

Sanktuarium Madonna delle Lacrime


Rzeźba płaczącej Madonny

Nasyceni widokiem starożytnych wykopalisk oraz porażeni sakralną nowoczesnością, finalnie trafiamy do niezwykle klimatycznego miejsca w Syrakuzach - na pełną barokowej architektury Ortigię. Chyba nie skłamię, jeśli powiem, że jest to najbardziej urzekająca część miasta. Starówka położona jest na wysepce połączonej z miastem dwoma mostami. Ma stosunkowo niewielką powierzchnię, więc włożyliśmy mapki do kieszeni i pozwoliliśmy sobie zabłądzić w labiryncie małych uliczek. To najlepszy sposób na jej zwiedzanie. Na każdym kroku czekały na nas piękne kamienice z wyszukanymi zdobieniami, klimatyczne knajpki oraz zielone skwery z fantazyjnymi drzewami. Aby nacieszyć się okolicą, z kubeczkiem przepysznych lodów, rozsiedliśmy się na ławeczce i delektowaliśmy urokiem tego miejsca, podczas gdy w dole, fale rozbijały się o strome mury miasta.





Spacerując po uliczkach Ortigii, na pewno natkniecie się na Źródło Aretuzy, zwykle oblegane przez sporą liczbę turystów. To małe, słodkowodne (choć zaledwie kilka kroków od morza) jeziorko, w które według mitu została zamieniona nimfa, aby skryć się przed natrętnym zalotnikiem. Obecnie pływają w  nim kaczki i rośnie papirus, symbol Syrakuz.


Syrakuzy wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miasto zawiera naprawdę sporą liczbę atrakcji i powinno zaspokoić turystyczne pragnienia każdego z odwiedzających je osób. Z chęcią spędziłabym tam jeszcze trochę czasu i zobaczyła jak pięknie miasto może być oświetlone wieczorową porą. Jednak kłębiące się chmury i nadciągający szybko ulewny deszcz przegoniły nas z tego miejsca i późnym popołudniem siedzieliśmy już w powrotnym autobusie do Katanii. Jutro Taormina - wisienka na torcie wschodniego wybrzeża Sycylii.

2 komentarze:

  1. Sycylia jest wyjątkową wyspą - pełnym historii. Syrakuzy są tego doskonałym potwierdzeniem.
    Pięknie opisana wyprawa do tego wyjątkowego miasta!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Masz rację. Faktycznie jest piękna. Szczególnie naturalne krajobrazy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Miło tak powspominać, gdy za oknem zimno i mokro. Pozdrawiam :)

      Usuń