środa, 11 listopada 2015

Katania, miasto u podnóża Etny.


Katania, miasto pełne sprzeczności. Z jednej strony pełna barokowych zabytków wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Perła wschodniego wybrzeża leżąca u stóp Etny. Z drugiej brudna, zaśmiecona, hałaśliwa. Lawa, pełniąca funkcję głównego budulca, sprawia, że jest dodatkowo ciemna i ponura. Turyści odwiedzający to miejsce dzielą się na tych, którzy ją kochają i na tych, którzy jej nienawidzą. Jedno jest pewne. Ciężko przejść obok niej bez słowa, a jej specyficzny urok na pewno pozostaje w pamięci.



Katania była naszym pierwszym przystankiem w trakcie podróży po Sycylii. Dotarliśmy do niej pociągiem z Rzymu. O wizycie w "Wiecznym Mieście" możecie poczytać TUTAJ. Bilety na podróż zakupiliśmy jeszcze w Polsce na stronie internetowej przewoźnika "Trenitalia" LINK w cenie 108 euro za 2 miejsca w wagonie sypialnym. Porównując z naszym rodzimym PKP muszę przyznać, że włoskie linie kolejowe mile mnie zaskoczyły. Kuszetki były bardzo wygodne i zawierały pełne wyposażenie w postaci jednorazowej poduszki, kocyka, zestawu do porannej toalety, wody niegazowanej oraz soczku w kartoniku. Były nawet pasy bezpieczeństwa zwisające z sufitu, które przypinane do kuszetki tworzyły coś w rodzaju balustrady.

Wszystko pięknie, ale Sycylia to jednak wyspa. Pomyślicie, jak ja tam dotarłam pociągiem?! Mianowicie, jeszcze na kontynencie, w miejscowości Villa San Giovanni pociąg wjeżdża na prom, którym dopływa do Mesyny znajdującej się już na Sycylii. Tam podpinana jest druga lokomotywa i część wagonów jedzie na południe do Syrakuz, a druga część zmierza na zachód w kierunku Trapani. Bardzo sprytne rozwiązanie. Co więcej, w trakcie podróży promem można wysiąść z pociągu, wejść na górę i podziwiać widoki z morza. Obiecałam sobie tak właśnie uczynić, niestety całą drogę przespałam jak suseł :)

Do Katanii można również dolecieć bezpośrednim samolotem z Polski. Takie loty oferuje tani przewoźnik Wizzair na trasie Katania-Warszawa. Port lotniczy Fontanarossa znajduje się 5 km od centrum miasta, do którego dostaniecie się miejskim autobusem 457 odjeżdżającym co 20 minut

Po ponad 10 godzinach podróży wylądowaliśmy na stacji Catania Centrale. Stacja kolejowa i znajdujący się tuż obok dworzec autobusowy położone są bezpośrednio przy morzu, przy Piazza Pappa Giovanni XXII. Do centrum miasta jest 1,5 km czyli jakieś 15 minut drogi pieszo.

Katania jest całkiem sporej wielkości miastem portowym położonym na wschodnim wybrzeżu wyspy. Główną atrakcją regionu jest Etna, najwyższy wulkan w Europie. Stanowi przepiękny element krajobrazu i to przede wszystkim on przyciąga w to miejsce turystów. Dodatkowo sprawia, że okoliczna gleba jest bardzo żyzna, co przynosi bardzo duże zyski z uprawy m.in. winogron oraz oliwek Niestety jest również przyczyną wielu strat, jakie przez lata poniosło miasto. Wielokrotne wybuchy wulkanu oraz liczne trzęsienia ziemi siały przez lata spustoszenie. Co więcej, bliskość wulkanu sprawia, iż miasto pokryte jest warstwą pyłu wulkanicznego, który powoduje, iż jest ono ciemne, ponure i najzwyczajniej w świecie brudne.

Co warto zobaczyć?
Głównym i zarazem chyba najładniejszym miejscem jest Piazza Duomo. W centralnym jego punkcie stoi Fontana dell'Elefante, czyli fontanna z wulkaniczną figurką słonia dźwigającego na plecach oryginalny egipski obelisk. Jest to symbol pokonania Kartagińczyków, jak również symbol samego miasta. Warto wspomnieć, że figurki słonia wykonane z brudzącego ręce kamienia wulkanicznego są najpopularniejszą pamiątką przywożoną z Katanii.
Fontanna ze słoniem w centrum Katanii
Tuż obok znajduje się katedra pod wezwaniem św. Agaty. Jak głosi legenda, jej welon miał powstrzymać spływającą z Etny lawę i uratować mieszkańców przed śmiercią. Od tamtego czasu jest uznawana za patronkę miasta, a welon przechowywany w katedrze jako drogocenna relikwia.

Katedra św. Agaty w Katanii

A tak to wydarzenie opisuje Piotr Skarga „Gdy obudził się groźny wulkan, grożąc zniszczeniem całej okolicy i płomienie jako rzeki szły do miasta (…), a kamienie wielkie jako kule ogniste wypadały, na ulice wyszła procesja, niosąc welon wydobyty z grobu św. Agaty, i wtedy potok wulkanicznej lawy zatrzymał się przed murami miasta”.
Na placu znajduje się również ratusz.

Dosłownie dwa kroki za Piazza Duomo znajduje się najfajniejsze miejsce w całej Katanii - Mercato della Pescheria czyli targ rybny. To właśnie tam toczy się prawdziwe życie miasta, gdzie w godzinach 7-14 możecie być świadkami prawdziwego przedstawienia. Krzyki, śpiewy, nawoływania do zakupu, woda wylewana z wiader tuż pod Wasze stopy, a wszystko w otoczeniu prawdziwych rarytasów. Jest to miejsce, którego w żadnym wypadku nie możecie pominąć! W ofercie sprzedawców znajdziecie nie tylko świeżo złowione ryby oraz owoce morza, ale również owoce, warzywa, mięso, nabiał oraz wszelkiej maści lokalne specjały. Ze swojej strony polecam filety z miecznika oraz świeżo prażone w piecu bakalie. Niebo w gębie!

Mniej więcej w połowie długości via Etnea znajdują się Ogrody Belliniego, nazwane na cześć słynnego kompozytora. Miejsce samo w sobie jest bardzo ładne. Przystrzyżone trawniki, pięknie uformowane drzewa i krzewy, altanki, ławeczki, oczko wodne. Co więcej, każdego dnia z kwiatów jest układana aktualna data. Ogród przyciąga nie tylko turystów, ale jest ulubionym miejscem spotkań tubylców.
Ogrody Belliniego w Katanii
Zachowały się również ruiny amfiteatru rzymskiego.

Reprezentacyjną część miasta, poza placem Duomo, stanowi zdecydowanie via Etnea, gdzie znajdują się liczne markowe sklepy oraz pojedyncze sklepy z pamiątkami.

Gdzie spaliśmy? 
Przeszukując dziesiątki ofert w serwisie booking.com okazało się, że Sycylia oprócz typowych hosteli oraz hoteli w ofercie noclegowej posiada również w pełni wyposażone mieszkania. Taką właśnie opcję wybraliśmy. Padło na Lettoecornetto Casavacanze, link do strony na portalu tutaj. Czy mogłabym polecić? Połowicznie. Mieszkanie było dobrze zlokalizowane i całkiem fajnie urządzone. Niestety posiadało również wiele minusów: słabe wyposażenie kuchni, wilgoć panująca w środku oraz ogólny brud. Po raz pierwszy widziałam też łazienkę z oknem na...klatkę schodową! Szczęśliwie w kamienicy byliśmy sami :)

Gdzie warto zjeść?
Zwykle turystyczne restauracje omijamy szerokim łukiem. Jakość serwowanych tam dań ma się odwrotnie proporcjonalnie do ich jakości. W Katanii, z uwagi na bliskość bazaru oraz supermarketu, raczej stołowaliśmy się w domu przygotowując między innymi przepyszne filety z miecznika. Jednak któregoś dnia, wracając do domu, trafiliśmy do zupełnie niepozornej knajpki. Okazało się, że mają tam najlepszą pizzę w mieście. Lokal otwierano wieczorem. Wzorem okolicznych mieszkańców zamówiliśmy pizzę na wynos. To był strzał w 10, ponieważ pizza okazała się przepyszna. Średnia cena pizzy to 5-6 euro.Warto wspomnieć, że zaraz po otwarciu właściciel wystawiał kilka rodzajów mniejszych pizz w cenie 1 euro. Tak na zachętę :) Pizzeria "Bella Napoli" znajduje na via Garibaldi 98.

Dodatkowo na początku ulicy Corso Indipendenza znajduje się kolejna świetna knajpka "lokalsów". Codzienne wieczorem wystawiany był na zewnątrz grill, z którego kucharz serwował wyśmienicie wyglądające dania. Niestety nie starczyło nam czasu, aby tam zajrzeć, ale lokal było zawsze oblegany przez miejscowych, a zapachy, jakie się rozchodziły powodowały, że ślinka ciekła strumieniami.

W poszukiwaniu supermarketu...
Nasze poszukiwania jakiegokolwiek większego supermarketu pokazały, jak zabawnym narodem są Sycylijczycy. Większość sklepów w Katanii, a przynajmniej w centrum i okolicach, to małe, lokalne punkty wielkością dorównujące naszym rodzimym "Żabkom", czyli wszystko i nic. Postanowiliśmy wyruszyć na poszukiwania czegoś większego. Pytaliśmy właściciela mieszkania, sąsiadów, przechodniów i zawsze dostawaliśmy jednoznaczną odpowiedź - "Nie ma takich sklepów". Ale jak to nie ma?! Takie duże miasto. Jest port i metro, a nie ma supermarketów?! Muszą być! Zrezygnowani zdecydowaliśmy się odpalić mapkę u wujka "Google", z której wynikało, że najbliższy supermarket znajduje się... jeden kilometr od naszego domu. Po 10 minutach spaceru market-widmo się odnalazł i to naprawdę świetnie zaopatrzony, a ceny były o wiele niższe niż w okolicznych małych sklepikach. Znajdował się na ulicy Corso Indipendenza (około nr 50). Dwie przecznice dalej był "Lidl". Do tej pory zachodzimy w głowę jak mieszkańcy mogli nie wiedzieć o istnieniu takich sklepów :)

Moje osobiste refleksje na temat miasta
Katania mnie nie urzekła. Wręcz przeciwnie - mocno odstraszyła. Przyjeżdżając tutaj nie spodziewałam się efektu "wow", w końcu miasto miało służyć nam jako baza wypadowa w inne, czyt. piękniejsze, rejony wschodniej części wyspy, ale nie sądziłam, że aż tak nie przypadnie mi do gustu. Miasto jest szare, brudne, mocno zaniedbane. Odniosłam wrażenie, że miejscowe władze znacznie oszczędzają na oświetleniu, gdyż wszelkie budynki oraz, co gorsza, nawet główne ulice prawie wcale nie są oświetlone. Nie zachęca to do spacerowania po zmroku. Do tego dochodzi bardzo rzucająca się w oczy napływowa ludność z Afryki, Bliskiego Wschodu oraz Indii, której zachowanie, a mam tu na myśli namolne i seksistowskie zaczepianie na ulicy, robi miastu czarny PR.
Niestety, na moją niezbyt pochlebną ocenę może również wpływać fakt, że mieliśmy potwornego pecha do pogody. Mianowicie, pojawiła się anomalia pogodowa w postaci cyklonu na Morzu Śródziemnym, który przyniósł ze sobą bardzo obfite opady deszczu. Przez większość pobytu w mieście padał okropny deszcz skutecznie uniemożliwiający nam zaliczenie najważniejszego punktu w programie, jakim było zdobycie Etny. Plaży również nasze oczy nie widziały.

Czy jeszcze tu kiedyś powrócę? Może kiedyś tak, ale tylko po to by zdobyć Etnę. Chociaż wtedy na bazę noclegową wybrałabym znajdującą się niedaleko przepiękną Taorminę, o której napiszę w kolejnych postach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz