piątek, 24 czerwca 2016

KORONA GÓR POLSKI - Łysica

Łysica jest najwyższym szczytem w paśmie Gór Świętokrzyskich. Leżąc na wysokości 612 m n.p.m. wchodzi w skład Korony Gór Polski, czyli najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich naszego kraju. Co prawda do ośmiotysięczników jej jeszcze daleko, jednak zdobycie nawet tak niskiej góry potrafi przyprawić o zadyszkę. Postanowiliśmy spróbować i my! 



Do biegu, gotowi...START!
Naszą wyprawę zaczynamy w miejscowości Święta Katarzyna. Samochód zostawiamy w jednej z zatoczek parkingowych. Na szczęście jest maj, środek tygodnia, więc wolnych miejsc pod dostatkiem. Udajemy się w stronę kościoła, to właśnie za nim znajduje się wejście na szlak. Uiszczamy opłatę (7 zł bilet normalny, 3,50 zł bilet ulgowy) i wchodzimy na teren Puszczy Jodłowej.


Co więcej zobaczycie w miejscowości Święta Katarzyna? Przede wszystkim Muzeum Minerałów i Skamieniałości stanowiące prywatny zbiór wszelkiej maści kamieni z całego świata oraz zespół klasztorny bernardynek według legendy wzniesiony przez rycerza króla Jagiełły. Znajdują się tu również domy wypoczynkowe, schronisko młodzieżowe, liczne restauracje - typowo turystyczna infrastruktura. Zresztą potoczna nazwa Łysicy to właśnie Góra Świętej Katarzyny.

Tuż za przekroczeniem bramy odbijamy nieco w lewo i kierujemy swe kroki w stronę zbiorowej mogiły. Mały cmentarzyk kryje ciała 80 pomordowanych w trakcie II wojny światowej przez hitlerowskich okupantów mieszkańców walczących o wolność i niepodległość naszego kraju.


Po chwili zadumy nad ofiarami wracamy na główny szlak i ruszamy dalej, pod górkę. Po drodze napotykamy drewnianą kapliczkę św. Franciszka oraz małe źródełko, którego woda według podań leczy choroby oczu. Profilaktycznie ślipia przemywały i wyruszamy w dalszą drogę.


Legenda o płaczącej Agacie.
W tym miejscu warto wspomnieć, że z cudownym źródełkiem wiąże się pewna legenda. Według podań na szczycie góry stał kiedyś piękny zamek, w którym mieszkały dwie siostry. Pewnego dnia do zamku przybył rycerz. Urzeczony urodą niewiast postanowił osiedlić się w nim na dłużej, a po jakimś czasie zakochał się z wzajemnością w starszej z sióstr. Wybranka, zazdrosna o urodę rywalki, postanowiła za pomocą trucizny pozbyć się młodszej siostry. Jednak zanim zdążyła tego dokonać w zamek uderzyła błyskawica niszcząc go doszczętnie. Ocalała niedoszła ofiara, nie wiedząc o całej intrydze, wylała morze łez po stracie najbliższych, które podobno po dziś dzień zasilają źródełko u podnóża Łysicy.

Początek czerwonego szlaku prowadzącego na górę jest całkiem przyjemny. Idziemy po drewnianych kładkach prawie jak po chodniku. Pomimo wczesnej pory roku, żar leje się z nieba. Jesteśmy wdzięczni za odrobinę chłodu, jaką niosą ze sobą rozpostarte na naszymi głowami drzewa.

Po pewnym czasie droga staje się mocno wyboista, pełna wystających ze ścieżki kamieni, aby pod koniec wspinaczki zamienić nas w prawdziwych głazołazów :) Pomimo niedużej wysokości, Góry Świętokrzyskie potrafią wycisnąć siódme poty z niejednego turysty. W upalne dni, w szczególności.


VENI, VIDI, VICI!
Jest wiosna. Sezon turystyczny się jeszcze nie zaczął. Na szlaku spotykamy zaledwie kilka mijających nas par oraz... rozwrzeszczane wycieczki szkolne. Te ostatnie psują nieco sielską atmosferę naszej wyprawy, ale nie poddajemy się i dalej pniemy w górę. Po niecałej godzinie wspinaczki i przejściu ponad 2 km docieramy na szczyt. Przyznam szczerze, nieco rozczarowani. Spodziewaliśmy się, no właśnie, w sumie nie wiem czego, może chociaż ładnej panoramy, a tu jedynie replika pamiątkowego krzyża i skrawek widoczku. Reszta zasłonięta drzewami. Na szczęście my nie z tych co spacerują dla ładnych fotek. Samo wejście na górę, które niesie ze sobą odrobinę ruchu i psychiczny odpoczynek w towarzystwie drzew i ptaków w pełni rekompensują brak atrakcji na szczycie.


Osoby mające do dyspozycji nieco więcej czasu zachęcam do dalszej wędrówki szlakiem, który prowadzi aż do klasztoru na Łysej Górze. Trasa, według oznaczeń, powinna zająć około 6 godzin. My jednak ograniczeni czasowo rzucamy jeszcze okiem na znajdujące się poniżej gołoborza (chyba najbardziej charakterystyczne elementy krajobrazu Gór Świętokrzyskich) i tą samą drogą wracamy do auta.


I tak oto dodaję kolejną górkę do kolekcji. Bo kto powiedział, że zdobywać można tylko tatrzańskie szczyty? :)

3 komentarze:

  1. jestem pod wrażeniem pięknem tych zdjęć :)
    serdecznie zaparaszam do mnie http://justemsi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Święta Katarzyna to dla mnie piękne wspomnienia Rajdu Świętokrzyskiego i najmilsze wspomnienia wieczorów przy ognisku. Byłam tam ! Pozdrawiam harcersko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie Świętokrzyskie ma piękne trasy. Na Rajdzie nie byłam, za to zwiedzam góry etapami :) Pozdrawiam!

      Usuń